Primum non nocere i grafomańskie pitulenie
Mam niezbity dowód na to, że papierowe amebowo temu wirtualnemu nie służy. Dobre dwa i pół miesiąca słowa tu nie napisałam, a w zeszycie pojawiło się sporo rozpoczętych i niedokończonych postów. Dzięki nim spuszczałam emocje i nie widziałam sensu kopiowania tego.
Marcin niezadowolony, bo życie przecież składa się z chwil bardziej lub mniej przepełnionych emocjami. Oczywiście dla niego to wszystko jest warte zapisania. Broni on amebowa własną piersią i odgraża się, że będzie to pierwsza pozycja wypuszczona przez jego wydawnictwo choćby po to, żeby córki przeczytały. I tu chciałam przestrzec wszystkie osoby zakładające bloga – nie róbcie głupoty i nie zakładajcie go na serwerze współmałżonka, będziecie mieć problem z jego usunięciem (droga do usunięcia współmałżonka też pewno nie jest łatwa, a już na pewno ryzykowna lub co najmniej kosztowna).
Żeby być sprawiedliwą, muszę przyznać, że takie notatki z naszego życia bywają przydatne. Nieraz posiłkowaliśmy się amebowem, gdy zapiski w kalendarzach zawiodły, a koniecznie chcieliśmy odtworzyć coś tam z przeszłości.
Streszczę więc ten czas, bardziej ku pamięci naszej, niż ku wiedzy Waszej. Walka z pracownikami ochrony zdrowia mająca na celu zwiększenie szans na uratowanie życia bliskiej osoby wprowadziła mnie w pewien letarg. Dopiero od kilku dni mam wrażenie, że znów nawiązuję kontakt z rzeczywistością, że istnieje coś poza automatycznie wykonywanymi czynnościami dnia codziennego i natrętnymi myślami o wyciąganych konsekwencjach za nieprzestrzeganie zasady – primum non nocere .
Uświadomiłam sobie, że pomimo tego iż życie, a raczej czynności życiowe Benia są jeszcze podtrzymywane, ja przeszłam przez 4 etapy żałoby i na szczęście dla naszego życia rodzinnego dotarłam do etapu piątego. Nareszcie zapadł we mnie spokój, pogodziłam się z tym, że nie jestem w stanie odwrócić nieuchronnego. To czy jestem na tym etapie na jakim mi się wydaje, okaże się w finalnym momencie, ale sądzę, że przemieliłam wszystko w sobie i jestem gotowa skupić się przede wszystkim na mojej mamie. To na tyle, jeśli chodzi o najsmutniejszy fragment naszego życia.
A oto i spis weselszych fragmencików:
Jaśminka stała się w pełni mobilna – chodzi, biega, wspina się na przeróżne meble. Świetnie pasuje do niej określenie – znikający punkt.

Florenka mówi, mówi, mówi, mówi, mowa pochłania ją absolutnie. Tak, wiem co powiecie – po mamusi! Nie wypieram się tego i dużo radości z tego wiecznego gadania czerpię. Żałuję, że tak niewiele zabawnych pomyłek udaje mi się zapisać. Jedna z ostatnich zasad wprowadzonych przez córkę jest następująca – mamo, torebka musi wiesić, a nie leżeć na podłodze. Udało mi się zastosować do powyższego tylko w części. Jedna moja torebka wiesi w szafie, a pozostałe są niestety upchnięte na półce.

Na działce mamy dosadzone kolejne 200 drzewek, a na balkonie pysznią się bratki.
Do świadomości Florki nie dociera jeszcze, że mamy z Marcinem jakieś życie „pozadzieciowe”. Któregoś wieczoru, ekspresowo poszło mi usypianie Jaśminki, Florencja oglądała jeszcze bajkę, gdy wynurzyłam się z sypialni. Po bajce Marcin zgarnął Florkę do usypiania, a córka mówi do mnie – musisz iść do Jaśminki mamo! Tłumaczę spokojnie, że nie, bo Jaśminka już zasnęła. To co ty będziesz robiła? – spytało osłupiałe dziecko.
Nienawidzę mojej wagi (nie mylić z masą ciała – masa ciała mnie przeraża i zadziwia, nie wiem co bardziej). Chciałam kupić normalną wagę lekarską, tylko nie mam gdzie jej postawić. To elektroniczne gówno, które robi coś dziwnego z różnicami pomiędzy poszczególnymi pomiarami nie pozwala mi ogarnąć, jak ogromny ogrom mnie jest. Jeszcze chwila i usłyszę od mojego męża to, co ciocia Hela słyszy od swojego – żebyś ty tylko się na mnie nie przewróciła 🙂
Zapisaliśmy się w maju na dwa biegi – 10 km i półmaraton. Organizatorzy nie zabraniają startu mamusiom Muminka.
Mam najlepszego męża na świecie i chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko.
Nie wierzyłam, że dietą mogę obniżyć sobie poziom androgenów i/lub kortyzolu, wygląda na to, że znów mam parszywą rację.
Przypomniał mi się jeszcze jeden tekst Florki, wypowiedziany o 05:10 – Ja już się wyspałam, zrobisz kawę?
Wielkanoc minęła, a ja mam w lodówce 80 jajek – co by tu upiec?
Ameba