Wybraliśmy się do NBP kilka dni temu i po tej wizycie nie bardzo wiem, czy należy śmiac się, czy płakac. Wydaje mi się, że Narodowy Bank Polski powinien byc „bankiem wszystkich banków”, wizytówką finansów naszego kraju. A tu klops. Przysięgam, że gdybym weszła do NBP bez M, to bym wyszła, myśląc, że pomyliłam budynki. Petentów wita przedziwny salo – korytarz, przypominający puste muzeum z wystrojem PRL-owskim, plus kilku panów robotników docinających coś na podłodze. Po pokonaniu tego cudnego odcinka weszliśmy do sali głównej. W sali pełno okienek, pełno biurek, pełno pań, a petentów poza nami zero. Panie nudzące się niemiłosiernie i wyglądające na nieszczęśliwe. M poszedł do okienka, a ja posadziwszy swój tyłek zaczęłam się przyglądac. W osłupienie wprawiło mnie to, że w NBP nie obowiązuje żaden dresscode (tak to się pisze?). Panie urzędniczki były ubrane dośc swobodnie jak na taką instytucje, bluzki w kwiatki, tu i tam gołe ramiona. Przecież nawet w głupim Nike, czy Adidasie dziewczyny się umawiają, którą z firmowych koszulek założą. Jedna z pań postanowiła umilic sobie czas oglądając coś w internecie i zajadając pomidora i tak się wpatrywała intensywnie w ekran, że pomidor wyleciał jej z łapek i upackał bluzkę, spódnicę i chlasnął na podłogę. Udławic ze śmiechu można się było. I na koniec opowiastki, jedna z pań okienkowych zamyśliła się na tyle mocno, że wpakowała sobie do nosa palec. Chociaż tyle, że palec był opatrzony paznokciem z obowiązującym manicurem – krótkie pazurki, ciemny lakier. Doczekaliśmy się też za naszyj bytności drugiego petenta. Była to starsza pani, która chciała zamienic stówy na jeden banknot 500-złotowy!!!! Jakie było jej bezbrzeżne zdziwienie, gdy dowiedziała się, że takich banknotów nie ma. Czułam się, jakbym oglądała jakąś polską komedią na żywo.
No, a paluszki mnie bolą, bo wycięłam wczoraj kilkaset ulotek (jakoś tak głupio je wydrukowaliśmy, że wymagały opracowania ręcznego) i nacięłam kilka tysięcy razy paski z numerem telefonu na większych ogłoszeniach. Praca na poziomie przedszkolaka, a jednak palce bolą.
I jeszcze muszę się pochwalic, że sprzedaliśmy pierwszą rzecz na allegro. Więc to nasz pierwszy kroczek w „handlu”.