migawki - Czerwiec 2014

Migawki – czerwiec 2014

migawki - Czerwiec 2014

1 – narzekam na tegoroczny Hel, ale jednak fajnie było :); 2 – Dziecko Niespodzianka (ale jednak mniejsza niespodzianka niż to pierwsze); 3 – moje ulubione, łagodzące nerwy widoki; 4 – zwinna zwinka; 5 – na „urlop” zabraliśmy około 20 czasopism różnej maści i poza dwoma przywieźliśmy nienaruszony zapas. „Twój Styl” to nawet z kwietnia mam jeszcze nie ruszony; 6 – uwielbiam kosmetyki Tołpa,  za skuteczność, za skład, za cenę; 7 – najlepsze lody w Bydgoszczy, zawsze chcę więcej kulek niż jestem w stanie zmieścić; 8 – miś, miś, miś. Misie mają być rysowane na wszystkim i wszystkim, ładne, brzydkie, pokraczne, grunt żeby misie przypominały; 9 – bransoletka od Matki Chrzestnej, która jednocześnie dowodzi, że i gusta się dziedziczy :)

Ameba

IMG_5568

Mucha

Pamiętacie jak wyglądają takie ospałe muchy, wychodzące wiosną gdzieś z szczelin okiennych?  Otóż ja czuję się i wyglądam jak taka właśnie mucha. Jakoś tak do życia nie mogę dać sobie kopa. Robię ostatnio nic i muszę przyznać, że to moje nic jest już perfekcyjne.

Nadkwaśność, którą mam dosłownie po wszystkim (jak również i po niczym), zwyczajnie odbiera mi wszelką radość życia i wysysa energię. Chodzę więc sobie z kąta w kąt z kwaśną miną, albo poleguję to tu, to tam. Próbowałam już niemal wszystkich sposobów na to cholerstwo i nic. Pozostało mi jeszcze zmierzenie się z przeżuwaniem suchych płatków owsianych, ale jakoś nie bardzo w to wierzę.

No, to w przerwach tego polegiwania rzucam sobie okiem na swój zadek i biust i włos się jeży, bo jakby więcej tego było. Jak ja sobie przypomnę, że w pierwszej ciąży przybrałam jakieś 5 kg i to dopiero od trzeciego trymestru, to mam ochotę w czasie się cofnąć. No ale wtedy był czas, żeby spędzać całe godziny na marszu z kijami czy na rolkach, teraz przy mojej małej marudzie nie ma mowy o takim dbaniu o siebie (i drugie dziecko).

Pozytywne informacje są takie, że wszystkie badania naszej rodziny są ok (histopatologiczne Marcina, moczu Florki, USG fasolki i moje laboratoryjne). Poza tym żeby nudno nie było, Marcin podziękował za dalszą „współpracę” Grudziądzowi, bo zachowań kierownictwa oddziału nie można już było dłużej znieść. Śmieję się, że rzucanie pracy jakoś tak lekka ręka nam idzie. Pod koniec ubiegłego roku rozstaliśmy się z etatami, a po kolejnym pół roku ze służbą zdrowia. W obliczu drugiego dziecka i konieczności rozpoczęcia budowy wydaje się to trochę ryzykowne. No ale w życiu nie może być za spokojnie i za nudno.

W rezultacie decyzji „pracowych” szykujemy się do powrotu do Bydgoszczy, z czego bardzo się cieszę. Przed nami najgorsze, czyli wynajem mieszkania. Średnio szuka się mieszkania w Bydgoszczy, będąc około 300 km od niej. Mam nadzieję, że sierpień to będzie przeprowadzkowy miesiąc.

Marcin goni mnie do pracy, ja odgrażam się, że pójdę na chorobowe i tak się trochę przepychamy. Mam nadzieję, że w drugim trymestrze poprawi mi się samopoczucie i złapię ponownie rytm. Samej mi trudno siebie taką znieść.

Migawki czerwcowe gdzieś tam leżą i czekają na publikację, ale dzisiaj chciało mi się trochę pogadać.

Wrzucam poniżej kilka zdjęć z Helu, z urlopu który okazał się małym obozem pracy i umęczył nas jak smok.

Aaaa i zapomniałabym – przewidywany termin porodu to 9 lutego, między dzieciakami będą więc 2 lata i jakiś miesiąc różnicy.

IMG_5310

IMG_5387

IMG_5440

IMG_5519

IMG_9120

A na tym kutrze, przez 30 lat swojego życia (aż do 2010 roku) mieszkał pewien rybak.

Ameba 

Hel

Marzę o nudzie

Nasz nadmorski pobyt daleki jest od urlopowej sielanki. Po pierwsze zauważyłam, że wypoczynek z dzieckiem, które wyszło z fazy larwalnej, niewiele ma z wypoczynkiem wspólnego. Po drugie trwa gorący okres w naszej obliczeniowej odnodze działalności, więc pracujemy (tu nie narzekam, lepiej jak klient jest, niż jak go nie ma).

Pobyt nadmorski psuje nam oczekiwanie na wyniki badania histopatologicznego mężowskiego znamienia. Zaczęły się z nim dziać dziwne rzeczy w zeszłotygodniowy poniedziałek, a w środę po znamieniu została już tylko dziura i 3 szwy. Cośmy się nasprzeczali podczas wyjmowania Marcinowych szwów, to nasze.

Kolejnym nadmorskim umilaczem był telefon z urzędu skarbowego z informacją, że w porównaniu z naszym zeznaniem rocznym, brakuje im 3500 zł podatku.

A poza tym sielanka – ciągle brak mieszkania/domu, do którego moglibyśmy się przenieść w lipcu. Ciągły też jest brak aneksu, który pozwoli nam zdecydować o ewentualnej pracy Marcina w Grudziądzu.

I tak dobrnęliśmy do naszej wtorkowej 4. rocznicy ślubu. Mówiąc delikatnie byłam średnio znośna, spowolniała w ruchach i decyzjach, szarpana przez apetyt na arbuza i kiszone ogórki.

Dzień po naszej rocznicy, zakręciło mi się w głowie, gdyż okazało się że jesteśmy nad morzem, nie z jednym, lecz z dwójką naszych dzieci.

Jedno z nich już dobrze znam, o drugim wiem bardzo niewiele:

dzieciTak, nie sądziłam że ciąża uda nam się tak szybko. Po pierwszym wybuchu radości i triumfie typowym dla płodnej samicy troszkę uszło ze mnie powietrze.

Sprawa niewynajętego jeszcze kolejnego mieszkania doprowadza mnie do histerii, chciałabym też być już po wizycie u mojego lekarza. Słabo mi na samą myśl o prawdopodobnie dobowym systemie pracy Marcina i mojej samotnej walce z niemowlakiem i dwuletnim dzieckiem.

Staram się na razie podchodzić racjonalnie do środowej niespodzianki. Skupiam się przede wszystkim na tym, że Florka będzie miała rodzeństwo i że różnica wieku nie będzie duża. Cieszę się, że cały sprzęt, łącznie z ciuszkami dla dziecka jest i poza kosztami zdeponowania krwi pępowinowej, z planowych niemowlęcych wydatków nic nas już nie powinno czekać. Wiadomo, mogą napatoczyć się nieplanowe, ale tego nie jestem w stanie na teraz przewidzieć.

Koszmarki senne już się zaczęły, mdłości na szczęście jeszcze nie ma. Jest tylko wstręt do mięsa i do wszystkiego co smażone. Znów odżywiam się truskawkami i czereśniami, twarogiem i żółtym serem.

Jak widzicie Hel stał się dla nas wyjątkowym miejscem. Bo albo pędzę tu rozhisteryzowana faktem pierwszej ciąży (która z resztą w Helu została zainicjowana), albo dowiaduję się o drugiej.

Oksytocyna mogłaby łaskawie zalać mój mózg, bo chciałabym sobie szczęśliwa pofruwać nad ziemią.

Ameba

 

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...