Nasze życie toczy się ostatnio w myśl powiedzonka, że jak nie urok, to sraczka. Zostałam znokautowana przez swoje uzębienie. Majowy weekend oraz dobiegający końca tydzień miałam wycięty z życiorysu. Ból rozłożył mnie na łopatki, pół twarzy mi pulsowało. Z racji karmienia piersią, do przeciwbólowej dyspozycji miałam tylko paracetamol, który gówno dawał. Po konsultacji z Mistrzem uraczyłam się ketonalem, który jedynie odrobinę to łupanie przyciszył. Najpierw myślałam że sprawczynią zamieszania jest wychodząca lewa dolna ósemka. A po zrobieniu zdjęcia pantomograficznego okazało się, że pcha się też lewa górna ósemka, która nie ma miejsca ani ciut i wali z góry prosto w siódemkę, która z zewnątrz jest cała i niebolesna, a wewnątrz deczko spróchniała. Tak więc siódemka już jest rozwiercona i kanałowo leczona, będę błagała o otworzenie mi szóstki, po której mimo zdjęcia nic nie widać, a ja ją wciąż czuję. Dalej do kolekcji mamy poprawkę po poprzednim stomatologu, który mi nie do końca wypełnił kanały i najprawdopodobniej na sam deser wycinanie z kości górnej ósemki. Zesram się i tyle. Tym bardziej, że już 900 zł zostawiłam w klinice, a to jeszcze nie wszystko za kanałówkę jednego zęba. Tak więc przygodę stomatologiczną w tysiącach liczyć muszę. Jak wiecie, jesteśmy z Marcinem zgodnym małżeństwem, więc do kompletu mu się ząb ułamał. Jedyny bonus w tej sytuacji to wielce urodziwy pan stomatolog. Wprawdzie jego wygląd mnie nie znieczula, ale jest to miły dodatek do cennika usług jaki mają.
Tak jak się zawsze śmiałam, że osoby planujące budowę wszystko na cegły przeliczają, tak się śmiać przestałam. Wprawdzie nie na cegły przeliczamy, lecz na bale i strzechę, ale jednak. W zeszłym miesiącu konieczność zakupu nowego laptopa, w tym i kolejnym ciągnąca się jak peruwiańska telenowela przygoda stomatologiczna, zakupy ciuchowe, przegląd gwarancyjny samochodu z wymianą klocków hamulcowych, z chwilę wyjazd nad morze. I tak tysiączek do tysiączka się składa, a człowiek kciuki zaciska co by dwudziestki nie przekroczyć. No i jak na ten dom mamy odłożyć, jak wiecznie coś się dzieje? W takich momentach zrzędzenia zawsze przypominam sobie moją pomyłkową morfologię z okresu ciąży i mówię – nie masz białaczki, nie masz problemu. Jesteś zdrowa, więc możesz wszystko. No i tego się trzymajmy.
A co na froncie rodzinnym? Sielanka, albo dobrze naoliwiony mechanizm. My z Marcinem naprawdę tworzymy rodzinno-firmowy dream team. I do tego słodka, radosna, kochana Florka. Córcia zajada już jabłuszko i inne jabłkowo-owocowe kombinacje, pije wodę mineralną i wcina ziemniaki oraz marchewkę. Dzisiaj szykowałam jej pierwszą zupkę jarzynową, której porcję córcia wciągnęła, a pozostałe części wpakowałam do słoiczków. Kupa radości, kupa roboty no i kupa kupy też
Zęby zębami, grunt że mam je za co wyleczyć, grunt że podczas leczenia mam na co popatrzeć. Najwyżej dom stanie trochę później niż byśmy chcieli. Nie jest to warte nerwów, wypruwania żył i flaków.
P.S. Jak czytam ten wpis, to mam wątpliwości, czy to na pewno ja





