IMG_6224

Omamy wzrokowe

Jak ja lubię takie piątki – siedzę sobie z laptopem na łóżku, obok mruczy kot. Z pokoju dobiegają cudne piosenki na zmianę z głosem Kuby Strzyczkowskiego. Marcin poszedł z Florką na popołudniowy spacer, młodsze dziecko zawzięcie rusza się w brzuchu. W perspektywie czeka na mnie herbatka z kardamonem, własnoręcznie upieczone brioszki z nadzieniem orzechowym i mocny, męski kryminał.

Pracę w tym miesiącu udało nam się wyjątkowo sprawnie zorganizować. Obyło się bez nadmiernego ciśnienia finansowego, bez obsuwy czasowej w obsłudze klientów, nawet podatki zapłaciliśmy przed ostatecznym terminem. Wygląda na to, że wreszcie będziemy mogli popracować nad naszymi nowymi pomysłami i umocnieniu tego co aktualnie robimy. Udało się wygospodarować czas na wieczorne czytanie i podsłuchiwanie pląsającego w brzuchu maleństwa.

Wiadomo jednak, że nie ma nic bez wysiłku. Pierwsze dni września mieliśmy niezbyt dobre. Piana toczyła nam się z pysków, jak ujadającym wściekle psom. Złość, krzyk, słowna przepychanka, potem milczenie. A poszło na  właśnie o organizację pracy. Na szczęście udało się nam dojść do porozumienia. Napiętą atmosferę rozładowała moja mama oraz kupione przeze mnie skarpetki. Mama jak wiadomo jest dobra na wszystko, a skarpetki zasłużyły się tym, że kosztowały 70 zł.

Po zakupie nowych butów biegowych, zapałałam chęcią dokupienia sobie okularów i właśnie skarpetek. No i mój mąż zaczął wypakowywać zakupy, bo chciał obejrzeć okulary. W ręce wpadły mu skarpetki, spojrzał na cenę i znieruchomiał, a następnie podniesionym głosem spytał – kupiłaś skarpetki za 70 zł? I to nawet nie kompresyjne? Na co ja musiałam mieć dość wciętą minę, bo co tu się chwalić – nie sprawdzałam ile te cholerne skarpety kosztowały, do głowy zresztą by mi nie przyszło, że wyglądające dość normalnie, krótkie biegowe skarpetki mogą być za tyle. Posądziłam go nawet o omamy wzrokowe.  Gdy już myślałam, że świeżo zawarty rozejm poszedł się się walić, Marcin poskładał się ze śmiechu, kwitując sytuację zdaniem – cała moja żona! Tak więc na małżeńskie kłótnie polecam skarpetki oraz stosowanie się do wynegocjowanych przy rozejmie warunków. Życzę nam kolejnych równie dobrze zorganizowanych miesięcy.

Z frontu ciążowego melduję, iż półmetek mam za sobą. Więc już bliżej niż dalej. Porodowych koszmarów sennych ciąg dalszy, bezsilna niezgoda na to jak było i na to jak najprawdopodobniej będzie nakręca mój strach. Maleństwo na ten moment wygląda na dziewczynkę, a ja się tak cieszę, bo marzyłam o drugiej córeczce. Marzyłam sobie po cichutku, wstydząc się jednocześnie tego, że pragnę czegoś więcej niż – całe i zdrowe. Staram się nie nakręcać za bardzo, jak urodzę (bo chyba wyjścia nie mam), o płci się przekonam.

Zastanawiam się ostatnio nad tym jak postrzega mnie córka, które moje cechy w jej oczach są wyolbrzymione, jaki mam wpływ na kształtowanie jej upodobań.

Gdy się pomaluję, albo ubiorę bardziej kobieco, a mniej sportowo, mała baba zawzięcie mnie komplementuje pomrukując mmmmmm. Potrafi też wielokrotnie dotykać jakiejś części mojej garderoby pokazując, że bardzo coś się jej podoba (zwykle są to buty!!!!), usiłuje też to uprowadzić do swojej szafy.

Przeglądając album o ptakach polskich autorstwa Andrzeja Kruszewicza, Florka zachwycona pokrzykuje – mama! Otóż na pewnym zdjęciu jest sfotografowana pani obserwująca ptaki i córka jest przekonana, że to ja:

IMG_6523Tak samo jest z bilbordami reklamowymi. Jeśli na jakimkolwiek zobaczy biegnącą kobietę pokazuje ją ręką i pełnym dumy i pewności tonem orzeka – mama.

Ostatnio wygrzebała moje stare zdjęcie z dzieciństwa i uparcie twierdzi, że to ona. Jakieś podobieństwo faktycznie można dojrzeć :)

MyPrzytoczę jeszcze kilka określeń z Florkowego słownika:

gub – łabędź;

kuła – okulary;

mal mal – pędzelki;

muf – most.

A to wrzucę jeszcze kilka moich ulubionych cytatów z tego miesiąca:

 ”Nocą umówioną, nocą ociemniałą

Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało.

Przyszło potajemnie – w cudzej bezżałobie

Było mu na imię tak samo, jak Tobie…

Zajrzało po drodze w przyszłość i w zwierciadło

Na pościeli zimnej obok się pokładło

Dla mnie się pokładło, bym je mógł całować

I znużyć- i zużyć – i nie pożałować! (…)”

Bolesław Leśmian „Nocą umówioną”

” (…) Przypominała nieco moją drugą siostrę, Lolę, która nie miała pojęcia, kim jestem. Za to ja wiedziałem o niej sporo. Między innymi to, że była straszną zdzirą, którą miało pół Krakowa i obracali wszyscy przyjezdni. Szlak turystyczny wiódł od Barbakanu przez jej picz aż na Wawel. (…)”

Gaja Grzegorzewska „Betonowy pałac”

 ”(…) Razem przeżyli coś, co łączy policjantów i mężczyzn na całe życie – wspólne śledztwo, wspólne niebezpieczeństwo, wspólne kochanki i wspólne morderstwo. (…)”

Marek Krajewski „Rzeki Hadesu”

 

Ameba

dmuchawiec 1

Jesienne obrazki

Pracowita z tej jesieni osóbka. Ledwo wczoraj weszła z walizkami, to już dzisiaj ujrzałam szron na dachu sąsiedniego budynku.

Z porannego spaceru wracaliśmy wczoraj w ekspresowym tempie. Jak zawiało, jak chłodem smagnęło, to córka skuliła się cała, obdarzyła mnie pytającym spojrzeniem i obrała kierunek powrotny. Nawet nie ściągała czapki, ani nie szarpała kurtki. Jak ja się cieszę, że nie muszę o szarawym i zimnym poranku ciągnąć jej do żłobka, by samej pędzić na 7.00 do pracy.

Mam nadzieję, że jesień przypomni sobie też o słonecznych, niezbyt wietrznych dniach, które przecież też ma w repertuarze:

berberys 1

berberys 2

dmuchawiec 2

grzyby 1

grzyby 2

grzyby 3

malwa

pajęczyna

trawkaAmeba

 

migawki sierpień 2014

Migawki – sierpień 2014

migawki sierpień 20141 – nie ma ciąży bez nowego nabytku na obcasach. Ale wiadomo, z wiekiem dupsko już nie to, tu i tam próchno się sypie, a może to z powodu mądrości, którą się ponoć nabywa? Przyczyny dokładnie nie jestem w stanie wskazać, ale obniżyłam obcas o 3 cm. Zamiast moich świętych dwunastek, w drugiej ciąży obowiązuje obcas 9-centymetrowy (jeśli regres będzie się utrzymywał w piątej ciąży zakupię baleriny aaaaaa!); 2 – piękna pogoda panująca u Florki w pokoju; 3 – można w miarę sprawnie poruszać się po dzisiejszym zaawansowanym technologicznym świecie, a skakać po mieszkaniu z radości z powodu książki wydanej w roku 1961. Stara dobra matematyka, wyłożona przepiękną polszczyzną troszkę już myszką trącącą, ale jak poezja brzmiącą; 4 – kolejna zdobycz córki z marketowej wyprawy. Jak Marcin zobaczył, że chwyciła zestaw z karetką, kupił pełen dumy i zrozumienia. Ja mam tylko nadzieję, że nie jest to wczesny prognostyk córki zainteresowań (chociaż, jak ma się imię po sławnej Florence Nightingale, to kto wie); 5 – miałyśmy mieć ładne zdjęcie, ale za nami kłóciły się dwie sroki, więc sami rozumiecie; 6 – najlepsze po biegu (poza czekoladą ma się rozumieć); 7 – Florka przegląda wszystkie książki znajdujące się w zasięgu jej łapek. Kartkując album o bydgoskiej Akademii Medycznej zakrzyknęła – miś, miś, miiiiiś! No i faktycznie, wypadł spomiędzy kartek zafrasowany Kubuś Puchatek, którego narysowałam dawno, dawno temu, okoliczności nie pamiętam; 8 – przyjechali geodeci i wyznaczyli na działce granice budynku, który teoretycznie ma być kiedyś naszym domem. Najbardziej w tym wszystkim podoba mi się sąsiedztwo. Widzicie kogoś? No właśnie, najbliższy sąsiad mieszka jakieś 800 m „od nas”; 9 – mój ulubiony owoc schyłku lata.

Ameba

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...