No i wygląda na to, że jestem kobietą widmem – pojawiam się i znikam. Po pierwsze zaczęła się już nam jazda olsztyńska. Słowo „jazda” należy rozumieć dosłownie i w przenośni. Po pierwszych zajęciach z zaocznymi już wiem, że nie zniosę przez kolejny rok rozrywek polegających na obróceniu jednego dnia 500 km, a pomiędzy tym zrobieniu 10 godzin zajęć. Postaram się nawet nie pamiętać, że o niedzielnych zajęciach łaskawy dziekanat postanowił nas powiadomić w piątek. Kolejnym dowcipem jest to, że być może czeka nas realizacja statystyki ze studentami anglojęzycznymi, buhaha, normalnie umieram ze szczęścia. Nie dość, ze statystyka, to jeszcze po angielsku, czy ktoś będzie w stanie to znieść? My na pewno nie! Oby Szef sprzedał innej katedrze te zajęcia, bo nie sądzę, żebym zdarzyła się do nich przygotować. Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie przyznała, że ta dzika niedziela pewną przyjemność mi sprawiła. Zapewniono mi dość komfortowe warunki, bo M mi zapowiedział, że nie muszę prowadzić zajęć, wszystko za mnie zrobi, Szef dał klucze do mieszkania, żebym mogła zażywać relaksu z dala od studentów , no i na koniec pojechaliśmy na kolację do mojej ulubionej olsztyńskiej knajpy. Ze mną tak właśnie jest, dajcie mi poczucie, że jestem nic nie muszącym śmierdzącym jajkiem, a we mnie wzmaga się energia do pracy. Nie dość że poszłam na zajęcia, zrobiłam wejściówki, sprawdziłam wejściówki, to jeszcze od głosu mnie oderwać nie bardzo się dało. Jeśli po drugiej stronie biurka mam współpracujących dojrzałych ludzi, a nie zadufaną w sobie gówniarzerię – mogę z uśmiechem na ustach dzielić się wiedzą przez bite 10 godzin.
Poza tym w firmach się ruszyło, w sobotę udało nam się przenieść szkolenie z śmierdzącej sali konferencyjnej na zieloną trawkę. Skorzystałam więc z pięknej pogody i zaznałam przyjemności dymania fantomów nad strumyczkiem i pewnie na kilkudziesięciu zdjęciach jestem, które trafią na czyjąś tam firmową gazetkę ścienną. No i do tego za 4 godziny pracy w plenerze zarobić tyle, ile przez 5 dobowych dyżurów M – bezcenne, a raczej dość cenne 🙂
Kolejną nowością jest to, że nasz kot wymiotuje pod każdą naszą nieobecność. Czyżby i on miał dość naszego trybu życia?
A teraz uciekam na wino i sex…