Prześlizgując się po temacie ślubnych przygotowań, muszę przyznać, że mamy zastój 🙁 Pani, która miała mi po 1 listopada przesłać symulację kosztów uroczystości, nie daje znaku życia i to pomimo mojej próby zdyscyplinowania jej na drodze mailowej. Dam jej jeszcze jutro szansę, jeśli się nie odezwie, w piątek przystąpię do próby dyscyplinowania telefonicznego. Ale nie podoba mi się to, nie takiej obsługi się spodziewałam w 4 – gwiazdkowym hotelu. Gdyby w tych cholernych Rowach było więcej takich ośrodków, uderzyłabym już do konkurencji. A tak chcąc koniecznie brać ślub w Objeździe jesteśmy skazani na Kormorana. Jeśli oni dadzą ciała, wali się cały nasz ślubny plan 🙁
Pozostając w powyższej tematyce muszę się przyznać, że miewam już ślubne koszmary senne. Śnił mi się dzień ślubu, nie chciałam wstać z łóżka zastanawiając się, czy też brać ślub, czy nie. W końcu wybiła godzina „0”, ksiądz czeka w kościele, uroczystość już powinna się zacząć, a ja zdecydowałam się, że jednak powiem „tak”. Ponieważ na nic nie było już czasu założyłam białą suknię ślubną na czarną bieliznę, stanik mi wystawał, nie miałam szans na umycie włosów, zrobienie makijażu, zorientowałam się, że nie kupiłam butów, do dyspozycji miałam więc czarne glany…. Zobaczyła siebie taką w lustrze, w sukni ślubnej, martensach i z tłustymi kłakami sterczącymi w różne strony, przetłuszczoną cerą, zaczęłam więc ściągać z siebie suknię stwierdzając, że żadnego ślubu nie będzie, bo nie zdążyłam się przygotować i ……. i obudziłam się na szczęście. Ja pierdolę, koszmar!