No to nadal jesteśmy bezdomni. Postęp dokonał się tylko w naszej psychice, już pogodziliśmy się z wydaniem dodatkowych pieniędzy i chyba nawet trochę cieszymy się ze zmiany lokum. Największy problem jest z tym, że wcale nie jest łatwo wynająć mieszkanie. Postanowiliśmy, że gorzej sobie nie zrobimy, mieszkanie ma być większe od tego, względnie nowe, z balkonem i na tyle rozsądnie umeblowane, żebyśmy zmieścili się z naszymi bambetlami. A mieszkania, które oglądaliśmy można podzielić na kilka kategorii:
- Mieszkania nie umeblowane – odpada, bo po co mamy kupować meble, które niekoniecznie będą pasować do kolejnego, oby już naszego mieszkania. Poza tym na koszty dodatkowe nie mam chęci ani możliwości.
- Mieszkania całkowicie umeblowane przed jakimiś 30 laty – przypominają one obstawione meblościankami stare nory, przesiąknięte na dodatek smrodem papierosowym. W takim byliśmy ostatnio 2 dni temu, tapicerka była w stanie totalnego zasyfienia – brzydziłam się usiąść, pokój podzielony na „salon” i „sypialnię” właśnie przy pomocy sięgającej sufitu meblościany, właściciele wygadali się, że nie było remontu od 6 lat (bo nie trzeba), nakazali dbać o mieszkanie jak o swoje i stwierdzili, że nie wynajmują na krócej niż rok, bo to NIE HOTEL!!!! I to uwaga za jedyne 1100 zł miesięcznie!
- Mieszkania w nowym budownictwie, często dziewicze, nowocześnie urządzone, ale niestety niefunkcjonalnie. Są to mieszkania stworzone dla ludzi mieszkających tu tylko w tygodniu, a na weekendy wracających do żony, dzieci i całego dobytku. Aaaa zapomniałam dodać, że to dla ludzi baaardzo dobrze zarabiających, a przynajmniej nie ciułających na swoje kilka metrów.
Trzymajcie kciuki, dzisiaj oglądamy kolejne robiące nadzieję mieszkanko. Oby w końcu nam pasowało.