Jestem, ale czy nadal będę?

Wraz z dniem 1 kwietnia wracamy do dawnego trybu życia. Mąż na dyżurze, jutro szkolenie, pojutrze szkolenie, w poniedziałek dyżur, we wtorek szkolenie, środa wolna, czwartek Olsztyn, piątek dyżur i tak mogłabym dalej wymieniać. Śmiać mi się trochę chce z samej siebie, bo gdy tylko M dzwoni i mówi, że jadą do szpitala, ja dopytuję z nutka paniki w głosie, czy aby z pacjentem. Czekamy na wyciągnięcie cewnika z mężowskiej nerki, z braku czasu te atrakcje musieliśmy przesunąć o 2 tygodnie. Nawet przestałammierzyć mu temperaturę co chwilę, tak więc mam nadzieję iż niedługo rzeknę – okrzepłam w sytuacji. Kamyk udało nam się złapać, oddaliśmy go do badania, co by skład poznac i poszukac przyczyn tworzenia się paskudy.  Całe to zdarzenie zdrowotne, baardzo pouczającą lekcją było. Pod względem rodzinnym, emocjonalnym, pracowym, finansowym i tak dalej i tak dalej. Po pierwsze czas, żebym poczucie bezpieczeństwa sama sobie potrafiła zapewnic, po drugie ujawniły się „dziury” w naszym małżeńskim systemie bezpieczeństwa i organizacji pracy. Gdyby wszystko się przeciągnęło, w firmach całkiem na poważnie by nam rypnęło. Kolejny wniosek – nie robic sobie durnych zaległości, bo to tylko stres i kolejne zaległości generuje. My nawet na konta się wzajemnie nie upoważniliśmy, więc gdyby jakieś sprawy bankowo-firmowe były do załatwienia, to problem byłby. tak więc jesteśmy teraz zajęci łataniem tych dziur i reorganizacją finansową. A no i wspomnę, że rodzina dupy dała na całej linii i nie mam już złudzeń co do naszych relacji.

 

Zastanawiam się też nad blogową przeprowadzką z powodu srejsbuka, ale chwilowo brak czasu na wicie gniazdka gdzie indziej.
A i wczoraj w poszukiwaniu wiosny wyruszyliśmy, jak ogarnę zdjęcia na pewno coś wrzucę.

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.