Ile razy widzę sterczącą w bramie młodą mamuśkę trzęsącą dzieckiem w wózku i wydmuchującą na nie kłęby dymu papierosowego, przed oczami natychmiast mam wiersz Andrzeja Bursy:
Podwórko jak skóra ośla
Na bębnie napięte suche
W oknach nieświeża pościel
Kiśnie w majowym zaduchuTrzynastoletnia głosikiem
Rączką grubości patyczka
Kołysze wprawiona nawykiem
Półrocznego braciszka
Na bębnie napięte suche
W oknach nieświeża pościel
Kiśnie w majowym zaduchuTrzynastoletnia głosikiem
Rączką grubości patyczka
Kołysze wprawiona nawykiem
Półrocznego braciszka
Dziecko pod słońcem zatrutym
W męce wymyślonej się targa
Przewija mokre pieluchy
Chuda bezpierśna i smagłą
Piętnastoletni ciekawie
Z okna spojrzenia śle do niej
To zbliża się piekło krwawe
Porodów i poronień
„Trzynastoletnia” Andrzej Bursa