Emocje już troszkę opadły, więc bez obawy wstawiania kurwy co drugie słowo mogę oznajmić: Zostaliśmy okradzeni! Okradli nas współpracownicy mojego M, którzy to przywłaszczyli sobie wypracowane przez niego w ramach nadgodzin 46 godzin lekcyjnych. Zrobili to bezczelnie i z premedytacją. A sprawa wyglądała następująco…. Było sobie 8 grup studenckich, z którymi trzeba było poprowadzić pewien przedmiot. Ponieważ plany zajęć tych studentów pokrywały się z innymi zajęciami mojego M, oznajmił on, że część grup musi oddać współpracownikom. Współpracownicy szanowni nigdy tego przedmiotu nie prowadzili i stwierdzili, że potrzebują czasu, by się przygotować. M prowadził więc te zajęcia jak mógł, jedne grupy musiał kończyć szybciej, inne zaczynać później, gdyż rozdwoić się jeszcze nie potrafi. Szanowni złodzieje przejęli 5 grup studentów na czwartych zajęciach i prowadzili je do końca. Uwaga najzabawniejsze: rozpisali sobie nadgodziny z tymi grupami, tak jakby je od początku prowadzili, bo stwierdzili, że skoro się w ogóle tego podjęli to im się należy!!!! Słodkie w tym jest również to, że idioci nawet kraść nie potrafią. Bo zamiast siedzieć cicho (jest duże prawdopodobieństwo, że byśmy się nie doliczyli), wczoraj M został poinformowany o zaistniałym fakcie i to w momencie, gdzie papierkowa machina nadgodzin dawno już w ruch poszła. Skurwiele podprowadzili nam 1,5 tys.!
Od wczoraj powtarzam sobie: spokojnie, jesteś wspaniałym człowiekiem, jesteś wielkim człowiekiem, jesteś ponad to, miej litość dla maluczkich, niech się nażrą, niech im smakuje, przynajmniej pokazali, że nie pomyliłaś się w ich ocenie, zarobimy to sobie, nie będziemy się z karłami moralnymi użerać, to oni w rezultacie będą się gorzej czuli. No i przyznam, że wnet to sobie wmówiłam, jeszcze dziś kilka razy powtórzę i to przed lustrem dla lepszego efektu!I na koniec sprawa gwiazdkowych prezentów. Łaziłam wczoraj po Merlinie i już mam z głowy większość prezentów (no raczej pomysłów, bo zakupu jeszcze nie dokonałam). Została mi moja Mamcia i moi Bracia. Z E – Mamą dam sobie radę, ale z chłopakami mam rebus. Gdybym mogła na 1 prezent 500 stówek przeznaczyć, problemu by nie było, ale niestety do dyspozycji mam sporo mniej. W zeszłym roku też posłużyliśmy się Merlinem do zakupów gwiazdkowych i szczerze polecam! Sklep czynny 24h/dobę, więc nie ma ograniczeń czasowych. Zamówienia szybko realizują, nie trzeba przepychać się w sklepach, użerać z obsługą i konkurencyjnymi klientami, a zastanawiać można się do woli nikogo nie irytując 🙂
Również jakieś 2 lata temu opatentowałam fajny sposób na fundusze prezentowe. Otóż przez cały rok bardzo skrupulatnie po każdych zakupach opróżniam z bilonu portfele i naprawdę całkiem ładna sumka potrafi się w okolicy grudnia nazbierać, jeśli oczywiście monety w każdym nominale będziemy odkładać. Potem pozostaje to podzielić, policzyć, zrolować i wymienić najlepiej w zaprzyjaźnionym sklepiku, bo banki straszne prowizje pobierają (nawet takie, że do interesu dopłacić możemy). My korzystamy właśnie ze sklepu lub NBP, który w wymianie bilonu jest najtańszy. Sposób niezbyt bolesny w wymiarze codziennym, a w grudniu nie trzeba sobie głowy łamać, skąd dodatkowe fundusze wyczarować.
Również jakieś 2 lata temu opatentowałam fajny sposób na fundusze prezentowe. Otóż przez cały rok bardzo skrupulatnie po każdych zakupach opróżniam z bilonu portfele i naprawdę całkiem ładna sumka potrafi się w okolicy grudnia nazbierać, jeśli oczywiście monety w każdym nominale będziemy odkładać. Potem pozostaje to podzielić, policzyć, zrolować i wymienić najlepiej w zaprzyjaźnionym sklepiku, bo banki straszne prowizje pobierają (nawet takie, że do interesu dopłacić możemy). My korzystamy właśnie ze sklepu lub NBP, który w wymianie bilonu jest najtańszy. Sposób niezbyt bolesny w wymiarze codziennym, a w grudniu nie trzeba sobie głowy łamać, skąd dodatkowe fundusze wyczarować.