No to wróciłam, usiadłam i piję sobie z Wami kawkę. M ma dzisiaj dobę, więc ja mam internet absolutnie do swojej dyspozycji 🙂
Nie udzielałam się ostatnio blogowo zbyt intensywnie, bo nasze dni płynęły na bieganiu, załatwianiu, szkoleniu, telefonicznym gadaniu i niestety nie przełożyło się to na nasze finanse – buuuuuuuuuuuuu! Na samą myśl, że miałabym w nocy włączać komputer i słyszeć jego burczenie dostawałam gęsiej skórki. Miałam jakieś dziwne zapotrzebowanie na błogą ciszę. Oczywiście nasz kot miał to kompletnie w dupsku, gdyż przez 2 noce wywlekał skarpetki z szuflady oraz grał na tosterze. Tak, tak dobrze Państwo czytacie – grał na tosterze. Bydlak jeden kudłaty wkładał łapę do tostera, a następnie wyszarpywał ją jadąc pazurami po tych wszystkich tosterowych bebechach. I robił to wciąż i wciąż i wciąż, byłam na skraju rozpaczy i walczyłam z morderczą chęcią włączenia tostera do prądu. Ale proszę, wystarczy jedna spokojna noc i ludzko – kocie niesnaski idą w zapomnienie.
Co do wpisu sprzed 3 dni, to muszę się przyznać, że po prostu obiadu nie zrobiłam, ale następnego dnia już powróciła kulinarna kreatywność 🙂
Wczorajszy dzień spędziliśmy za to nadrabiając zaległości towarzyskie w realu. Odwiedziliśmy moją chorą E-Mamę, obejrzeliśmy nowy studniówkowo – maturalny garnitur mojego G-Brata (garnitur z G-Bratem w środku oczywiście), a wieczorkiem jeszcze skoczyliśmy do Kacpra, który to ma na imię Michał, ale dla wszystkich od lat jest Kacprem.
Dzisiaj jak widać mam chwilkę oddechu, czego o M powiedzieć nie mogę. Jutro pewnie czeka nas wycieczka w rodzinne strony mojego M, a pojutrze wycieczka do Objazdy i do Rowów. Jakoś tak mam motyle w żołądku na myśl, że jedziemy tam w sprawie formalności ślubnych. I ciągle zadaję sobie pytanie – czy ja naprawdę chcę TO robić w takiej właśnie formie? Natychmiast włącz mi się ucieczka przed problemem i nie mam ochoty nigdzie jechać. Ratunku, jak ten Mężczyzna ze mną wytrzymuje????
Aaaaa i w ostatnim czasie jeszcze jedna rzecz rozwaliła nas na łopatki. Naiwne cielaki łudziły się, że ceny mieszkań zaczynają odzwierciedlać ich faktyczną wartość. Upatrzyliśmy sobie powstające osiedle w pięknej okolicy, a cena 4100PLN za metr kwadratowy pozwalała na mrzonki o 2 – pokojowym mieszkanku. Jednak gdy M zadzwonił w celu zasięgnięcia dokładniejszych informacji okazało się, że cena i owszem 4100 za metr, ale pierwsze mieszkania będą oddawane za około 1,5 roku. W tej chwili jest tam wykopana dziura i tyle. Ale oczywiście mieszkania można rezerwować, ba i kupować a jakże! Rezerwacja mieszkania na 2 tygodnie kosztuje tysiaka, ale ci idioci oczekują, że w ciągu tych 2 tygodni załatwi się kredyt mieszkaniowy, a nawet więcej – że bank już im przeleje pieniądze! Zupełnie jakby się z choinki urwali. W 2 tygodnie to nawet decyzji się nie dostanie, nie mówiąc o pieniądzach. A poza tym jest to najchorsza chorszość – kupować nieistniejące mieszkania. Może ja też posprzedaję szkolenia, które być może przyjedziemy zrobić za 18 miesięcy. Tym sposobem w sprawach mieszkaniowych znów jesteśmy w punkcie wyjścia, najprawdopodobniej stać nas będzie na kredyt na kawalerkę 🙁 A gdzie ewentualne dzieci podzieję?
Pozostając w temacie finansów obwieszczam wszem i wobec, że za nadgodziny jeszcze nam nie przelali. Planowałam sobie grube szaleństwo w Douglasie, ale raczej nic z tego nie będzie, bo dziś przeterminowuje się mój kupon rabatowy 🙁
Ciągle więc chwiejnie w naszym życiu, a mieliśmy nieco stabilizacji od stycznia łapać.
Co do wpisu sprzed 3 dni, to muszę się przyznać, że po prostu obiadu nie zrobiłam, ale następnego dnia już powróciła kulinarna kreatywność 🙂
Wczorajszy dzień spędziliśmy za to nadrabiając zaległości towarzyskie w realu. Odwiedziliśmy moją chorą E-Mamę, obejrzeliśmy nowy studniówkowo – maturalny garnitur mojego G-Brata (garnitur z G-Bratem w środku oczywiście), a wieczorkiem jeszcze skoczyliśmy do Kacpra, który to ma na imię Michał, ale dla wszystkich od lat jest Kacprem.
Dzisiaj jak widać mam chwilkę oddechu, czego o M powiedzieć nie mogę. Jutro pewnie czeka nas wycieczka w rodzinne strony mojego M, a pojutrze wycieczka do Objazdy i do Rowów. Jakoś tak mam motyle w żołądku na myśl, że jedziemy tam w sprawie formalności ślubnych. I ciągle zadaję sobie pytanie – czy ja naprawdę chcę TO robić w takiej właśnie formie? Natychmiast włącz mi się ucieczka przed problemem i nie mam ochoty nigdzie jechać. Ratunku, jak ten Mężczyzna ze mną wytrzymuje????
Aaaaa i w ostatnim czasie jeszcze jedna rzecz rozwaliła nas na łopatki. Naiwne cielaki łudziły się, że ceny mieszkań zaczynają odzwierciedlać ich faktyczną wartość. Upatrzyliśmy sobie powstające osiedle w pięknej okolicy, a cena 4100PLN za metr kwadratowy pozwalała na mrzonki o 2 – pokojowym mieszkanku. Jednak gdy M zadzwonił w celu zasięgnięcia dokładniejszych informacji okazało się, że cena i owszem 4100 za metr, ale pierwsze mieszkania będą oddawane za około 1,5 roku. W tej chwili jest tam wykopana dziura i tyle. Ale oczywiście mieszkania można rezerwować, ba i kupować a jakże! Rezerwacja mieszkania na 2 tygodnie kosztuje tysiaka, ale ci idioci oczekują, że w ciągu tych 2 tygodni załatwi się kredyt mieszkaniowy, a nawet więcej – że bank już im przeleje pieniądze! Zupełnie jakby się z choinki urwali. W 2 tygodnie to nawet decyzji się nie dostanie, nie mówiąc o pieniądzach. A poza tym jest to najchorsza chorszość – kupować nieistniejące mieszkania. Może ja też posprzedaję szkolenia, które być może przyjedziemy zrobić za 18 miesięcy. Tym sposobem w sprawach mieszkaniowych znów jesteśmy w punkcie wyjścia, najprawdopodobniej stać nas będzie na kredyt na kawalerkę 🙁 A gdzie ewentualne dzieci podzieję?
Pozostając w temacie finansów obwieszczam wszem i wobec, że za nadgodziny jeszcze nam nie przelali. Planowałam sobie grube szaleństwo w Douglasie, ale raczej nic z tego nie będzie, bo dziś przeterminowuje się mój kupon rabatowy 🙁
Ciągle więc chwiejnie w naszym życiu, a mieliśmy nieco stabilizacji od stycznia łapać.