Hej kolęda, kolęda!

Ewakuowałam się dzisiaj z domu z powodu kolędy. Z jednej strony śmieszy mnie moja postawa, z drugiej irytuje, bo nie lubię uciekac przed problemem. Dlaczego wolałam wyjśc z domu, zamiast otworzyc drzwi i powiedziec, że koledy nie przyjmuję? Dlaczego nawet gdybym chciała ją przyjąc, byloby to problematyczne? Częściowo oczywiście winny jest kościół i prowadzona przez nich ewidencja. Kto nie zna tego widoku, gdzie po odśpiewaniu pierwszej zwrotki kolędy i pokropieniu świętą miotłą mieszkania, ksiądz rozsiada się wygodnie i pierwsze co robi, to wyciąga istną kartotekę i zaczyna się liczenie, odhaczanie, wpisywanie. Potem pada zdanie w stylu: Jak Wam się żyje kochani? Koperta w łapkę i po kolędzie. Jak się wynajmuje mieszkanko sprawa jest troszkę bardziej skomplikowana. Dlaczego niby mam się księdzu tłumaczyc z zameldowania lub jego braku, z tego czy moglam w zeszlym roku tak przełożyc pracę, by przyjąc koledę, czy nie, czy mamy ślub, czy zamierzamy go miec i czy życie „w grzechu” nam odpowiada? Dlaczego ksiądz nie przychodzi po prostu do ludzi? A poza tym co to za odwiedzanie i poznawanie parafian, gdy na rodzinę można poświęcic 5-7 minut? Patrząc na to jeszcze z innej strony, według mnie kolęda w takim najczęstszym wydaniu to naruszenie miru domowego. Jakby się czuli katolicy, gdyby do ich drzwi pukali bez wcześniejszego zaproszenia wyznawcy innych religii? Jak reagujemy chociażby na Świadków Jehowy? Czy oni robią co innego niż ksiądz? Przecież tylko pukają do drzwi i pytają, czy chcemy z nimi porozmawiac. Słysząc odmowę grzecznie przepraszają, życzą miłego dnia i idą dalej. No ale tu odmowa wiąże się z pełnym poparciem sąsiedztwa, a nieprzyjęcie kolędy to naganne szepty i spojrzenia,które nam towarzyszą. I zdaje się Drodzy Czytelnicy, że udało mi się wyjaśnic dlaczego zwiałam z domu, zamiast wziąc byka za rogi. Normalnie ugięłam się pod presją społeczną i całkiem gówniato się z tym czuję, bo ja właśnie o ironio takim uginaniem się gardzę. Parafia, do której należy wynajmowane przez nas mieszkanko zirytowała mnie jeszcze jednym małym szczegółem. Otóż wraz z rozkładem jazdy kolędy dostarczono parafianom instrukcji jak powinien byc przygotowany dom. Jednym z punktów był „odświętny biały obrus na stole”. I tu właśnie mnie krew zalała, no bo jak ktoś ma na przykład niebieski, to co ksiądz wyjdzie, albo się nie będzie liczyło? A jak kogoś do cholery nie stac na jakikolwiek obrus? Pozwolę sobie nie wchodzic już w pyskówkę typu „a jak ktoś nie ma stołu”? Zdając sobie jednak sprawę z tego, że nie żyjemy w świeckim kraju, stwierdziliśmy z M, że czas na kredyt mieszkaniowy, swoje cztery kąty, zameldowanie w miejscu zamieszkania i przyjmowanie kolędy, bo jak tak dalej pójdzie, to nas nie pochowają na cmentarzu. Pięknie się to wpisuje w post Marlenki sprzed kilku dni. Ciekawe, kiedy kościół zauważy, że co bardziej myślący człowiek rozdzielił już dawno kościół i religię, bo niestety przestały one iśc w parze.
No właśnie, a jak Wy podchodzicie do kolędy?
(Piszę ten post na laptopie, na którym nie mam literki „c z kreską u góry”, za niewygodę w czytaniu przepraszam, jak dotrę do domu może to naprawię).

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.