Filmowo mi

Do oglądania filmów podchodzę tak samo jak i do całej reszty, albo totalna abstynencja, albo do bólu tyłka. Dlaczego ja nie umiem sobie niczego dawkować hę?

No dobrze, nasz maraton filmowy zaczęliśmy obejrzaną w domu „Alicją w Krainie Czarów”. Kto nie oglądał, tego zachęcam, chociażby dla cudownego dubbingu w wykonaniu Katarzyny Figury. Żałuję, że nie wybrałam się do kina na wersję 3D, fajnie ten gąszcz dziwności musiał wyglądać. Od wczoraj na większość pytań odpowiadam wrzaskiem „skrócić o głowę!”.

Po „Alicji…” Alicja przejrzała repertuar w najbliższym kinie i pojechaliśmy najpierw na „Rzeź”, a potem na „Dziewczynę z tatuażem”.

„Rzeź” oglądało się fantastycznie, miałam wrażenie, że jestem jakąś muchą, która przycupnęła na ścianie i jest bezpośrednim świadkiem spotkania rodziców dwójki skonfliktowanych chłopców. A spotkanie było pasjonujące, uwielbiam obserwować jak z dętych ludzi „na poziomie” zaczyna wychodzić człowieczek. No i Kate Winslet w takim wydaniu zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż to cielątko z Titanica. Do tego wiecznie rozedrgana Jodie Foster – miodzio.

Jeśli o „Dziewczynę z tatuażem” chodzi, to muszę przyznać, że nie przepadam za ekranizacjami książek, zwłaszcza książek, które bardzo mi się podobały. W tym przypadku jednak się nie zawiodłam. Wspaniale dobrani aktorzy, dopracowane szczegóły, warto wysiedzieć w kinie te 2 godziny z kawałkiem. Nie bardzo rozumiem krytyków i w czym ta amerykańska ekranizacja miałaby być gorszą od szweckiej. Jak oglądałam to szweckie coś, trudno mi było uwierzyć, że to Millenium przeniesione na ekran. A jeszcze bardziej mnie irytują ci, którzy książek nie czytają, a na ich ekranizacje łażą i potem się wymądrzają. Mało tego, oni jeszcze często stwierdzają – po co mam czytać, skoro film widziałem? Dobra, nie marudzę dłużej, przecież wiadomo, że mistrzynią tolerancji nie jestem.

Przed nami „W ciemności”, którego już w tym tygodniu raczej nie zdążymy obejrzeć i ślinka mi leci na „Sponsoring” Szumowskiej i „Różę” Smarzowskiego.

A poza tym? A poza tym to ja zmykam, bo w piekarniku placuszek cytrynowy się rumieni, a w misce ciasto na chlebek wyrasta.

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.