Maine coon nasz cholerny od niedawna zaczął praktykować nowy sposób przyjmowania płynów. Mianowicie, moczy swą kudłatą łapę w Nałęczowiance (bo kocisko tylko i wyłącznie tą wodę popija), a następnie wylizuje i wysysa z niej wodę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pojenie zwierzaka trwa około 10 min, a kudłacz pija tylko w towarzystwie. Pamięć o potrzebie nawadniania swego organizmu powraca mu każdorazowo, gdy na stół wjeżdża posiłek jakikolwiek, lub gdy oddajemy się pracy/relaksowi przed monitorem.
Pozwólcie, że po raz kolejny spróbuję sobie wmówić: „Nasz kot przygotowuje nas do roli rodzica.”
I jak jesteśmy przy temacie picia, to nasunęło mi się pewne skojarzenie. Moje charytatywne udzielanie się organizacyjnie i naukowo na tej żałosnej uczelni przypomina odwiedzanie przez alkoholika sklepu z trunkami. Może jak z tym skończę, przestanę czuć smród unoszący się wciąż wokół mej osoby. I jeszcze na koniec kolejna mantra: „Oni na mnie nie zasługują!”
I jak jesteśmy przy temacie picia, to nasunęło mi się pewne skojarzenie. Moje charytatywne udzielanie się organizacyjnie i naukowo na tej żałosnej uczelni przypomina odwiedzanie przez alkoholika sklepu z trunkami. Może jak z tym skończę, przestanę czuć smród unoszący się wciąż wokół mej osoby. I jeszcze na koniec kolejna mantra: „Oni na mnie nie zasługują!”