Trudno mi uwierzyć, że minął już tydzień od narodzin naszej Florci. Nie sądzę, żebym miała ochotę na relację z mojego pobytu w szpitalu, chciałabym o tym zapomnieć raz na zawsze. Spędziłam tam niecałe 1,5 doby, a następnie dałam się uprowadzić wraz z córcią Marcinowi, to i tak wystarczy mi na długo. Jeśli będzie kiedyś następne dzieciątko, to chciałabym żeby przyszło na świat z dala od publicznej służby zdrowia. Zapłacę każde pieniądze za to żeby nie dać się obedrzeć z godności, żeby kupić sobie ludzkie zachowania. Jeszcze troszkę pobekuję, ale dzisiaj wraz z usunięciem 8 szwów (nie wiem czy do wszystkich udało nam się dotrzeć) czuję, że zaczynam powrót na prostą.
Jak myślę o porodzie, zastanawiam się skąd u licha tyle ludzi na świecie? Jak to się dzieje, że kobiety decydują się na powtórkę z tej wątpliwej rozrywki? Babę zesłał Bóg,innego wytłumaczenia nie mam.
Wczoraj odwiedził nas Mistrz, nie przyszedł jako współpracownik. Przyszedł jako przyjaciel i pediatra. Obejrzał Malutką, zbadał ją dokładnie, sprawdził wszystkie odruchy i orzekł – zdrowe, piękne dzieciątko 🙂
Dni upływają nam na próbie ogarnięcia naszego nowego życia domowego. Nawet wczoraj udało nam się ugotować obiad. Florencja poza dwiema zarwanymi nocami z powodu kolki, nie daje nam w kość. Czyni swą noworodkową powinność – je, śpi, wydala. No i pachnie, pachnie tak, że chodzimy jak naćpani. Zawsze uwielbiałam zapach małych dzieci, a poczuć zapach własnego maleństwa – odlot.
Na koniec chciałabym napisać, że mam najwspanialszego męża na świecie. Nigdy nie sądziłam, że otrzymam od kogoś tyle miłości, czułości, troski, bezinteresowności. Chciałabym żeby mógł on czuć się tak bezpiecznie ze mną, jak ja czuję się z nim.