Niechętnie, z ociąganiem, z oczami pełnymi łez i drżącą brodą powróciłam. Zdążyliśmy zrobić mały rajd po rodzinie, wyprać, nie wyprasować tego co wyprane. Teraz muszę ogarnąć się w starej rzeczywistości. Na szczęście Smoczyca dba o to, żeby mi się buzia śmiała i żeby wzruszenie mnie znienacka dopadało 🙂