I po wakacjach
Wiatr wieje, deszcz zacina, zimno na dworze. Nadchodzi czas oglądania zdjęć z wakacji, ciemnych poranków, pachnącego jabłkami i chlebem domu. Odkąd Marcin nie służy w służbie zdrowia, każdy dzień jest dla mnie dobry. Cieszę się na myśl o nadchodzącej jesieni, zimie, a potem wiośnie i lecie.
Wróciliśmy z Helu nasyceni morzem, zmęczeni małą powierzchnią na jakiej bytowaliśmy, szczęśliwi na myśl o powrocie do finansowej gonitwy. Obiecaliśmy sobie po raz kolejny, że zorganizujemy w ciągu roku kilka krótkich wypadów w Polskę. To dobrze robi i nam i dziewczynom.
Wszystko mam już wyprane, wyprasowane, posprzątane. Poza opalenizną, nadmorskim piaskiem, który pozostał w zakamarkach kieszeni, po wyjeździe nie ma już śladu. No może niewielki ślad cyfrowy pozostał:
















Florka poszła dziś po raz pierwszy do przedszkola. A ja? A ja najpierw miałam sen, że dla niej nawet nie było miejsca i znaczka w szatni, a teraz się denerwuję.
Po zostawieniu dziś w przedszkolu uśmiechniętego dziecka, które chce się uczyć nowych piosenek i chce tańczyć, wróciłam do domu i nie bardzo chciałam się rozbierać z odzieży wierzchniej, bo może będzie trzeba po córcię zaraz wracać. No matko swych córek, nerwy w konserwy i oby do 14.00.
Ameba