Potem odpoczniesz, Cudne Manowce

Córki śpią, syn daje o sobie znać delikatnymi kopniakami. Mąż w ramach odstresowania zawzięcie koloruje przedziwnego pawia, kot mruczy przytulony do mojego uda, w Trójeczce Marek i lista.
Zapomniałam dokupić słoiki, mam więc rondel pełen gotowego dżemu malinowego i kobiałkę czerwonej porzeczki czekającej aż maliny zwolnią jej miejsce w rondlu. Jesienna pogoda nastroiła mnie kajmakowo i czekoladowo (słodką rozpustę chłodzę w lodówce), a ja… A ja mam dziką ochotę na mojego ulubionego suma w occie lub chociaż rolmopsy śledziowe (koniecznie z cebulką). Marcin oczywiście gotów porzucić nabierającego barw pawia na rzecz Tesco, ale oszczędzę mu dzisiaj spełniania zachcianek ciężarnej.
Przez te wieczne deszcze, moje piękne pelargonie zamieniły się w jakieś smutne kikuty z pożółkniętymi liśćmi i resztkami kwiecia. Dokończę zniszczenia i wyrwę je, bo patrzeć na to pobojowisko nie mogę. Może już czas na wrzosy?
Trzecie dziecię zdopingowało nas do decyzji mieszkaniowej. Chcę jednego adresu zamieszkania i zameldowania, jednego dla nas wszystkich. W środę czeka nas wizyta u notariusza, a w lutym ma stać nasz domek w stanie surowym. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym roku będę sadzić jesienne kwiaty w ogródku, na balkonie i tarasie.
Nasz wymarzony drewniany dom z dachem krytym strzechą, stojący w bezpośrednim sąsiedztwie lasu i pól musi poczekać na inne czasy. Na czasy, kiedy to najważniejszym kryterium wyboru domu nie będzie bliskość przedszkola i potencjalnej szkoły.
Czeka nas wyjątkowo stresujący rok, rok dużej napinki finansowej i próby ścigania się z czasem. Oby te nasze Cudne Manowce okazały się trafioną decyzją.
Ameba