Dzisiaj ma trochę więcej spokoju, M na dyżurze, więc udało mi się nadrobić zaległości blogowe. Bo jakoś tak mam, że potrzebuję ciszy i spokoju żeby połazić po zaprzyjaźnionych blogach i zobaczyć, co u dziewczyn słychać. A mężczyzna pytający „robisz coś ważnego przy komputerze” skutecznie mi to uniemożliwia. Pozostaje mi albo cieszyć się z dyżurów M, albo nadal ich nienawidzić, ale mieć nadzieję, że wraz z własnym mieszkankiem, więc i większą powierzchnią każde z nas będzie mogło zaszyć się na swoim terytorium. W 25-metrowej kawalerce nijak się to nie udaje.
Z siłowni grzecznie i radośnie korzystamy zgodnie z pracowym grafikiem. Jednak usra nam się ta rozrywka wraz z 1 marca, bo obowiązkowe cotygodniowe wyjazdy do Olsztyna się zaczną i tak przez 3 miesiące. Słabo mi na myśl, że same dojazdy do O pochłoną w marcu 1000 zł, a gdzie cała reszta?
A tak z innej beczki, to nie mogę doczekać się czwartku, bo to tłusty czwartek, tłuściutki czwarteczek.
Chcę pączka, chcę pączka, chcę pączka!!!!
Poza tym gdzieś w oddali czuję wiosnę i do tego ta siłownia i to, że znów czuję swoje ciało przełożyło się na niesamowitego kopa energii. Jednym słowem brykać mi się chce jak cholera i to najlepiej po dworze brykać. Normalnie czuję się jak Tygrysek z Kubusia Puchatka 🙂
