Ale biegłam


Jak przystało na nie do końca tuzinkowych ludzi, rozpoczęliśmy dzisiejszy dzień sportem w godzinach od 5.20 do 7.20.
Najpierw planowałam zapolować z aparatem w bydgoskim Myślęcinku na zajączki, bo przy poprzednich równie szalonych porankach kicające zajączki zawsze nam towarzyszyły. Więc człowiek zrywa się o 4.50, myje, ubiera i jedzie do lasu, by w tymże lesie o 5.20 ujrzeć podstarzałego  pakera wracającego ze spaceru z rozwrzeszczanymi dwoma yorkami (ale żeby nie było nudno jeden miał obcięty ogon a drugi nie). Tym sposobem szansa na uwiecznienie zajączków poszła w cholerę, pozostało mi więc, biednej, zrezygnowanej założyć te wstrętne buty z kółkami pod spodem nad którymi ciągle jeszcze nie panuję i pokonać w nich 6 kilometrów.  Po skończeniu 6 kilometra gdy usiłowałam wyswobodzić się z rolek mój maż powiedział – pfff, a myślałem że pojeździmy z 2 godziny. Zamieniłam więc rolki na adidasy i pokonałam biegiem czterokilometrowe kółeczko a M sunął obok na rolkach. Ale biegłam! Nigdy wcześniej nie udało mi się pokonać takiego dystansu biegiem, chyba mi się coś w głowie odblokowało.
A z nowości w naszym życiu, bo w końcu taka się pojawiła, jest próba ściągnięcia M na perfuzję. Propozycja jest wielce nęcąca gdyż jest to ogromne wyzwanie, ale wszystko zależy od tego ile dadzą za godzinę i czy możliwe będą dobowe dyżury. No bo przecież nie możemy pogorszyć sobie życia ani materialnie ani rodzinnie. Czyżby miała nas czekać przeprowadzka? No ale dopóki nie będzie znana stawka i warunki nie mam zamiaru wysilac mózgownicy by ułożyć tą układankę.
A przepraszam czy ja wspominałam już, że po 3 latach bycia platynową blondynką, jestem teraz ruda? No w sumie to prawie ruda bo po tygodniu kolor zdążył mi się wypłukać z tej platyny i muszę go teraz odświeżyć.
No mówię Wam ale ja dzisiaj biegłam… 😉

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.