Nie lubię poniedziałków, a poniedziałki mi się odwzajemniają równie gorącym uczuciem. Nie odniosłam żadnej spektakularnej porażki, ani żadne nieszczęście się nie wydarzyło, ale i tak nienawidzę takich dni, kiedy złośliwość rzeczy martwych postanawia urządzić demonstrację siły. Nazbierały mi się wczoraj takie pierdoły jak niedziałająca myszka komputerowa, pojawiający się i znikający internet, beznadziejny twaróg kupiony do sernika (oczywiście całą swa beznadziejność pokazał w trakcie robienia ciasta), zbyt mała ilość sera do pizzy, brak soków marchwiowych, zapowiadający się i nieprzychodzący szef. A na dodatek wszystko wczoraj potrącałam, rozlewałam, odkładałam i nie pamiętałam gdzie. Normalna masakra.
Postanowiłam stawic czoła powiedzeniu, że jaki poniedziałek taki cały tydzien. Wzięłam się dzisiaj z samego rana za odczarowywanie zlego uroku. Najlepsze na pokazanie we wtorek poniedziałkowi, gdzie jego miejsce jest śniadanko w stylu francuskim.
Panie i Panowie, Dziewczęta i Chłopcy, przedstawiam moje poranne:
Brioszki, brioche
Ja najbardziej lubię, gdy brioszki są jeszcze ciepłe i dodatkowo skąpane w pysznym miodzie, na przykład akacjowym. Do tego obowiązkowa kawa z mlekiem!
Przepis na brioszki (porcja wystarcza na 12 brioche pieczonych w muffinowej formie, a do tego 2 duże brioche pieczone w keksówkach):
Składniki:
- 50g świeżych drożdży;
- 250ml letniego mleka;
- 400g stopionego masła;
- 6 jaj + 1 jajo na posmarowanie;
- szczypta soli;
- 1/2 szklanki cukru + 1 łyżka do zaczynu;
- mąka „na oko” (ja dodałam około 800g)
Przygotowanie:
Drożdże kruszymy, zasypujemy łyżką cukru i czekamy, aż się rozpuszczą. Następnie dodajemy letnie mleko, 1/2 szklanki cukru i szczyptę soli, mieszamy. Dosypujemy trochę mąki, tak, żeby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany. W czasie jak ono sobie wyrasta topimy masełko, dodajemy do ciasta, jak troszkę przestygnie, dodajemy mąkę i jaja, dokładnie wyrabiamy łyżką. Zostawiamy do podwojenia objętości. Jeśli mamy ochotę możemy do ciasta dodać sparzone rodzynki. Przygotowujemy blaszkę i keksówki. W muffinkowych wgłębieniach umieszczam po kulce ciasta, a następnie na każdą dokładam mniejsze kuleczkę. Całość smaruję roztrzepanym jajkiem. Kto ma ochotę, niech nadzieje swoje brioszki powidłami, Nutellą, czy ulubioną konfiturą. Do keksówek wkładam rządek 3 większych kulek, a obok każdej większej po jednej mniejszej i też całość smaruję jajkiem. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, w tym czasie surowe jeszcze brioche wyrastają sobie w foremkach i pieczemy je do uzyskania złotego koloru.
W internecie jest mnóstwo przepisów na brioszki, ja sobie powyższy zmodyfikowałam i nagięłam tak, żeby z jednej strony wyjąć z piekarnika brioche, a z drugiej za długo nie stać przy garach. Jedzenie ma być smaczne, zdrowe, efektowne i szybkie w wykonaniu tralala!
I jeszcze jedno:
PRZEBIEGŁAM W NIEDZIELĘ PÓŁMARATON!!! 🙂

