Osłodźmy sobie troszkę tą zmianę czasu, wygramolmy się z łóżka i zróbmy nieprzyzwoitą pyszność do porannej kawy – brownies (albo poobiedniej, jeśli ktoś jest rozsądniejszy).
Brownies
Składniki:
- 200g gorzkiej czekolady;
- 200g masła;
- 4 jajka;
- 120g cukru (ja pomieszałam trzcinowy ze zwykłym białym, ale można dać sam biały cukier);
- wanilia (opcjonalnie)
- 120g mąki;
- 100-120g orzechów (moje ulubione brownies jest z orzechami włoskimi lub pecan);
- szczypta soli.
Wykonanie:
Roztapiamy w kąpieli wodnej masło i 2 tabliczki czekolady. Do osobnej miski wbijamy 4 jajka, rozbijamy je rózgową trzepaczką z cukrem i szczyptą soli. W dalszej kolejności dodajemy do masy cukrowo-jajecznej mąkę i dobrze łączymy całość. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Roztopioną czekoladę z masłem (i wymieszaną na gładką masę) wyjmujemy z kąpieli wodnej, dodajemy do niej nasionka wanilii i dokładnie łączymy, żeby wanilia była rozprowadzona w całej czekoladowej masie. Jak najlepiej wydobyć ziarenka ze strączka waniliowego? Kroimy laskę wanilii w poprzek na 2 części, a każdą z nich jeszcze wzdłuż. Następnie ściągamy nożem zawartość i wrzucamy ją do czekoladowo-maślanej masy. Teraz czas na orzechy – prażymy je chwilę na suchej patelni, żeby lepiej wydobyć aromat. Uwaga, wysypując orzechy na patelnie dobrze je przejrzyjcie i wyjmijcie wszystkie zapodziane skorupki. Bo jak się potem taka skorupka trafi w trakcie zajadania brownies, pieniądze zamiast na weekendowy wyjazd wydacie na dentystę. No to się powymądrzałam, wracamy do kuchni. Masę czekoladowo-maślaną wlewamy do jajecznej i bardzo dokładnie całość mieszamy rózgową trzepaczką. Następnie dorzucamy do tego podprażone orzechy, mieszamy i gotowe. Wylewamy ciasto do foremki. Ja piekę brownies w silikonowej foremce do tarty o średnicy 19 cm. Wstawiamy całość do rozgrzanego piekarnika. I ważna sprawa jeśli chodzi o czas pieczenia, o ile zależy nam żeby brownies było brownies, a nie suchym czekoladowym plackiem. Ja piekę moje dokładnie 17 minut! Brownies powinno mieć upieczony brzeg i kremowy, półpłynny środek! Jeśli uda Wam się wytrzymać i wystudzić ten pyszny deser przed zjedzeniem, z krojeniem nie powinno być problemu. Natomiast jeśli dobierzecie się do niego na gorąco – część pewnie będzie trzeba nałożyć łyżką, bo będzie przypominało ciepły, gęsty krem czekoladowy i to też jest w porządku!
A co po brownies? Po brownies idziemy pobiegać! Czy tak nie jest przyjemniej, zjeść coś pysznego w rozsądnej ilości, a potem zażyć ruchu na świeżym powietrzu? No pewnie, że jest – to mówiłam ja dietetyk!
Przechodząc do klimatów poza czekoladowych, przyznam że tak bardzo nie mogłam doczekać się krokusów, że sama je sobie zakupiłam.
Zakupiłam i wsadziłam do brązowego kubasa. Bo ja taką przewrotną Amebą jestem, uwielbiam kwiaty w naczyniach kuchennych – kubkach, filiżankach. A moim numerem jeden jest tortownica pełna bratków. Miałam takową w zeszłym roku, a w tym wybieram się jak sójka za morze na pobliski bazarek i jeszcze kwitnącej tortownicy nie mam. Żeby sobie opóźnienie zrekompensować wsadzę bratki do 2 tortownic, a co tam! To jeszcze do czegoś się przyznam. Do szklanego wazonu w kształcie prostopadłościanu wcale tak chętnie kwiatów nie wkładam, o wiele chętniej wypełniam go sałatkami i deserami wymagającymi warstwowego układania. Że nie wspomnę o malowaniu ust kremowymi cieniami do powiek, powiek kolorowym tuszem do rzęs i jeszcze długo można wymieniać…
