No czas zebrać się do kupy i powrócić do rzeczywistości. Pierwsze zachłyśnięcie zmianą otoczenia minęło, przyzwyczaiłam się też do faktu posiadania w brzuchu Lokatora. Klienci się o mnie upominają, M codziennie nadgania zaległości firmowe, kierunki rozwoju naszych firm, na które postawiłam krzyżyk jakoś samoistnie próbują się tego krzyżyka pozbyć. Mam nadzieję na powrót na stare tory aktywności.
Jeśli chodzi o moje samopoczucie, grzecznie melduję, że wszystko w najlepszym porządku. No może poza faktem, że nic mi nie smakuje. Nie wymiotuję, nie mam mdłości, ale nawet pomimo głodu nie potrafię zjeść niczego ze smakiem. Dzióbnę 2 razy widelcem i oddaję M. W zapomnienie poszła też moja miłość do słodyczy i o dziwo jedna kawa dziennie mi wystarcza. Gdyby nie czereśnie i truskawki oraz domowe zupy w helskiej Nordzie, z głodu bym umarła. No i nie ukrywam, że brakuje mi biegania. Dostałam zielone światło od lekarza, ale ból piersi skutecznie mnie zniechęca. Jak nie znajdę innego sportowego ujścia energii to oszaleję. Jutro mamy zamiar wypróbować deskorolkę, którą dostałam od mojej Mamy. Mam nadzieję, że próba utrzymywania równowagi na tym dziwnym przyrządzie sprawi mi wiele radości i trochę świeżości ruchowej dostarczy.
Zanim stąd ucieknę i na wieczorny spacer dam się porwać, chciałam Wam bardzo, bardzo podziękować, za radość, za wsparcie, za piękne słowa, za przesłaną moc. Jesteście kochane, kochane, kochane!