W zeszłym tygodniu moje życie przewróciło się do góry nogami. Potrzebowałam trochę czasu aby ochłonąć, uspokoić się, zbadać to i owo no i przede wszystkim dać się zbadać lekarzowi. Co ja mówię, dać NAS zbadać lekarzowi 🙂
Tak moje Kochane, w zeszłym tygodniu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od wczoraj wiem, że mała istotka ma 7mm i jeśli tylko wszystko dobrze pójdzie, mniej więcej w połowie stycznia znudzi się siedzeniem w brzuchu.
Co ja mam Wam jeszcze powiedzieć? Jestem wykończona emocjami, które przeze mnie się przetoczyły. Zawsze sobie wyobrażałam, że taką informację przyjmuje się w inny sposób i co innego się czuje. Mam nauczkę – nie byłaś w ciąży, nie wyobrażaj sobie co się czuje, bo możesz się sobą rozczarować. Ta mała Istotka jest dla nas kompletnym zaskoczeniem, o ile oczywiście może być zaskoczeniem fakt zajścia w ciąże dla kogoś, kto wie skąd się biorą dzieci. Ale ja sama tak bardzo sobie wmówiłam, że na pewno będę miała problemy z płodnością, że dokładnie w zeszłym tygodniu o godzinie 3:40, myślałam że trupem padnę, patrząc na pojawiającą się drugą kreskę. A następnie jak zaczęłam ryczeć, szlochać i się zanosić. Mój biedny M wyrwany ze snu zerwał się na równe nogi, przekonany że coś strasznego się stało. A ja tylko gadałam, że nic takiego teraz nie planowałam, że ciąża trwa tak krótko, że nie zdążę, że kawalerka, że parter, że mało miejsca, że na pewno będę musiała leżeć, bla, bla, bla. Następnego dnia przyszła faza – nie zgadzam się na żadne zmiany w życiu, nie zgadzam się na zmiany w moim ciele, potem ryk, że jestem niewdzięczna, płytka egoistka, że daję ciała już na początku. No i wreszcie jestem w fazie względnie stabilnej, taka jestem przyczajona, z uśmieszkiem błąkającym się na ustach. Myślałam, że będę fruwać ze szczęścia, nie fruwam, ale może jeszcze to przyjdzie. Staramy się skonstruować plan działania na różne ewentualności, zawsze to mi dawało poczucie bezpieczeństwa.
Bardzo się cieszę, że Matka Natura zrobiła mi psikusa, Istotka jest, klamka zapadła, trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Czekam na badania odnośnie toksoplazmozy, wolałabym mieć ją już przebytą co by z głowy było. Następna wizyta u lekarza za miesiąc, do powtórki mam zbadanie glukozy na czczo, bo mój wynik był górną granicą normy, co mnie bardziej zaskoczyło niż sama ciąża.
Szalenie budujące w tym wszystkim są reakcje kochających nas i życzliwych nam osób, jak miło słyszeć tyle pisków i wrzasków w słuchawce. Wspomnę jeszcze, że oglądając wczoraj podczas usg brzusznego Lokatora, miałam okazję zobaczyć takie skupisko migających kreseczek i usłyszeć – widzi Pani serduszko? Kiedy do szanownych zwolenników aborcji dotrze, że już zapłodniona komórka jajowa to człowiek, tyle że na takim a nie innym etapie rozwoju, że życie jest cechą ciągła, a nie skokową. Dobra, zostawiam ten temat choć wkurwia mnie to od lat, a ja teraz nie mogę się denerwować 🙂
Jestem dzisiaj wieczorem wywożona do Helu, wracamy w Boże Ciało. Tak, tak, Anuś będziemy Ci kiwać z drugiego brzegu.
Wszystkie moje blogowe Wiedźmy bardzo proszę o wymamrotanie pod nosem zaklęć ochronnych. Będzie dobrze, prawda?