Hipopotam
I jak tam nastroje przedświąteczne? Mam nadzieję, że lepiej niż u mnie. Ja czuję się jak hipopotam i nie bardzo udaje mi się odczuwać cokolwiek innego.
Zniknęłam, a znów jestem. Zabrałam się za pośpieszną likwidację kilkuletniej pisaniny amebowem zwanej, ale mąż skorzystał ze swojej przewagi fizycznej nade mną i amebowo zniknęło na kilka godzin. Łatwo wykorzystać fakt, że kobieta w ósmym miesiącu ciąży nie rusza się zbyt żwawo. I już miałam wszystkie wpisy w koszu i już kursor podążał w stronę ikonki „usuń trwale”, a tu wiedziony jakimś przedziwnym instynktem mąż wpada do sypialni, wyrywa mi laptopa. I zanim zdążam się rzucić na niego z pazurami, już miałam zmienione hasło na własnym blogu i czułam się ubezwłasnowolniona i bezsilna jak mały kociak podniesiony do góry za skórę na grzbiecie. Potem wystarcza jeden telefon do mojego brata Adasia, który robi kopię zapasową i okazuje się, że ten mój blogowy żywy trup jest kurwa niezatapialny, niezniszczalny i jeszcze na dodatek powielony. Moi panowie wiedzą lepiej, co jest dla mnie ważne, czego tak naprawdę chcę, a czego będę żałować. Nawet jakieś teorie na temat kobiecych hormonów mają.
A chcecie wiedzieć, jak Marcin tłumaczył wejście do sypialni właśnie w tym, a nie innym momencie? Otóż stwierdził, że z sypialni dochodziła niepokojąca cisza i musiał sprawdzić co robię. Ja identyczną zasadę stosuję wobec naszej niespełna dwuletniej córki, ale widzę, że nie będzie należało z niej rezygnować, nawet gdy córka będzie po trzydziestce.
Niszczycielskie zapędy wobec tej strony, to oczywiście efekt kilkutygodniowego napięcia i rozpaczliwa próba uporządkowania chociaż jakiegoś fragmentu mojego życia. Do tego dołożymy bezsenność, która ciągnie się kolejny miesiąc no i wychodzi nam niezły pasztet. Biedny maluszek w brzuchu poddany działaniom moich hormonów napędził wszystkim sporo strachu. Przeleżałam plackiem 3 dni, zastanawiając się czy już jechać do szpitala, czy jeszcze poczekać kolejną godzinkę i zobaczyć co się będzie działo. Skoro ja sama brałam pod uwagę konieczność wizyty szpitalnej, to są na tym świecie tylko 3 osoby świadome powagi sytuacji – mój mąż, moja mama i mój lekarz. Ja przecież należę do tych osób, które idąc z własną głową pod pachą będą przekonywać siebie i innych, że jest wszystko dobrze i nie ma potrzeby najmniejszej interwencji.
Gdy tylko moja macica i dzidzia przestały wyczyniać okropne harce, a we mnie zalęgł niepokój, że moja dupa przybierze postać naleśnika, postanowiłam się spionizować. Spionizować i ukoić skołatane nerwy na zakupach. Tak więc jestem już szczęśliwą posiadaczką absolutnie wszystkich akcesoriów niezbędnych dla noworodka i jegoż matki. Od pieluszek, emolientów, po staniki karmniki, koszule porodowe i wszelkie inne cuda na kiju. Do tego Marcin przyniósł z piwnicy kartony z ciuszkami opisane symbolem 0-3 miesiąca, a ja ich zawartość mam już wypraną, dosuszam teraz ostatnią partię. No i wraz z tymi działaniami zaległ spokój w mej głowie, sercu, macicy, nawet sen mam odrobinę lepszy. Jestem gotowa na wybicie godziny zero, nawet jeśli wybije ona trochę przedwcześnie (oby nie szybciej niż 36 tygodniu!).
A co poza tym? A poza tym, to ja się zastanawiam, czy kiedyś, a jeśli tak, to kiedy moja starsza córka zacznie przesypiać noce. Budzi się z krzykiem w nocy wzywając różne zwierzątka, albo postaci z bajek. Przespane noce są wciąż dla nas rarytasem. Zastanawiam się, czy te dwie małe istoty kiedyś się zgrają, czy też będą wybudzać siebie nawzajem.
W ostatnim czasie, było jedno nocne wybudzenie, które nas rozbawiło po pachy. Otóż na balkonie w pokoju Florki pojawiła się ptasia kupa (chyba nie nazywam tego poprawnie, bo coś mi się tam po głowie telepie, że ptaki mają kloakę, do której trafiają zarówno produkty wydalane przez nerki, jak i jelito. Zawsze więc robią kuposiki). No i te odchody ptasie naszą Florkę dość intrygowały. Którejś nocy słyszę krzyk około 2:30 – kupa, kupa, kupaaaaaa!!!! Marcin biegnie do córki, żeby ją wysadzić na nocnik, ja staczam się z łóżka najszybciej jak mogę. A córka pręży się w nocnikowym proteście, wzywania kupy ciąg dalszy i wykonuje bliżej nieokreślony gest dłonią. Okazało się, że roleta na oknie balkonowym była ściągnięta do samego dołu, co uniemożliwiło Florci nocną kontemplację ptasich odchodów. Podciągnęliśmy roletę, córka zobaczyła, że kupa nadal jest na swoim miejscu, potem w drugiej części mieszkania pooglądała sobie pięknie podświetlony most i poszła spać dalej.
No, to ja teraz idę się umyć i pozwolę moim wiedzącym co dla mnie lepsze „opiekunom” na chwile triumfu z powodu nowego wpisu na amebowie (muszę zagonić Adasia do przetrząśnięcia zakamarków Marcinowego serwera, bo nie jestem pewna, czy nieudolnie usuwając wszystkie wpisy, nie udało mi się bardzo udolnie na stałe usunąć Waszych komentarzy zamieszczanych przez te lata).