Kotopszczół i przycisk do papieru

Wczoraj zwierzak mój kudłaty trochę mi strachu napędził. Ale zacznijmy może od tego, że za górami, za lasami… W każdym bądź razie byliśmy na zakupach żarciowych i aby się przyjemnej nam spożywało to i tamto, w drodze kupna nabyłam lilie. Lilie wylądowały w wazonie, po dobie pięknie rozkwitły i cieszyły me oczy. Kot jak zwykle wyskoczył sobie na zewnątrz, co by chodnik ozdabiać przed blokiem, ale za długo nie wytrzymał i wrócił z dość dużym hukiem uderzając w próg balkonu. Odpięłam mu smycz i tak patrzę na tą jego rasową mordkę, a mordka zamiast w srebrzystych barwach jest w kolorze rdzawym. Przestraszyłam się, że mi się zwierzak gdzieś poharatał, oglądam go dokładnie, żadnych ran, sierść nie jest poklejona, więc skąd ten kolor? Po pewnym czasie rebus ten mi z głowy wywietrzał, ja zasiadłam przy stole do zadań księgowych i tak sobie zerkam na te moje lilie, a ze słupków kwiatowych zwisają im kłaki mego zwierzaka. Tym stało się jasne, że Tide po prostu dość zapamiętale wącha kwiaty smarując swą mordkę pyłkiem. I tak jak po pszczelemu obchodzi się z kwiatami ciętymi, tak dość po macoszemu traktuje kwiaty doniczkowe, wygryzając w ich liściach wzorki przeróżne 🙁 (zdaje się, że można to nazwać – po gąsienicowemu). I chciałam pośpieszyć na ratunek gospodarce światowej i zaoferować mojego kota jako zapylacza kwiatowego, jeśli nie da się zahamować rosnącej wciąż umieralności pszczół.

No i dodam na koniec, że kudłacz mój uprzykrzony potrafi pełnić rolę przycisku do papieru. Oczywiście robi to w najmniej pożądanych momentach.  I tak dzisiaj przez dobre 12 godzin usiłowałam wyprowadzić na prostą księgi rachunkowe. Nie bardzo mi ta prosta wyszła, bo musiałam po zaksięgowaniu i opisaniu poszczególnych dokumentów, albo podtykać je pod kocie cielsko, albo spod niego je wyciągać. I nie pomagało zrzucanie szanownego pana ze stołu. Natychmiast wskakiwał znów, przy okazji pięknym ślizgiem robiąc mi totalny kipisz w poukładanych na kupkach rachunkach, fakturach, paragonach. A jak za bardzo naruszałam jego kocią cielesność podnosząc łapkę i wyjmując spod niej księgę amortyzacyjną na przykład, to się mój pan i władca strasznie denerwował i tłukł ogonem w obie strony. Efektem tego był sprowadzona do parteru Ameba i zbierająca karteczki z podłogi. Ha, a gdybyście widzieli czym się kończy zachcianka spożycia chociażby kawki z mleczkiem podczas księgowania! I co potrafi zrobić z papierami firmowymi umoczony w kawie koci ogonek, no śmiało, wyobraźcie sobie…

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.