Kwestia gustu

Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale… Ale i u mnie wiedza teoretyczna to jedno, a praktyka to zupełnie inna sprawa. Co ja poradzę na to, że pewne zjawiska mnie dziwią? Nic nie poradzę, nie zamierzam nawet niczego poradzać, zamierzam dziwować się dalej.
Kwestia takich brwi na przykład. Nie jestem w stanie zrozumieć sensu wyrywania sobie brwi i tatuowania nowych w ich miejscu. A jak jeszcze patrzę na brunetki, które mają wytatuowane brwi kiepskiej jakości barwnikiem, który z biegiem czasu blaknie i staje się granatowy, to jeszcze bardziej się dziwię. Poza tym te brwi są chyba robione od szablonu, bo nie dość że obie są identycznie idealne, wznoszą się gdzie należy, sięgają dokładnie do tego miejsca, do którego powinny sięgać, to jeszcze bywają identyczne u różnych pań.
Kolejna rzecz, która mnie ciekawi, to kacze dzioby, czyli napompowane usta. Miałam okazje oglądać niedawno takie, na dodatek z bliska i bez uszminkowania ich przez właścicielkę. Dla mnie to one wyglądały tak, jakby rzeczona pani dostała kilka razy z pieści i usta miała po prostu rozbite. Zdziwiłam się, że one zupełnie tracą kontur, bez szminki wyglądają fatalnie. A może były kiepsko zrobione, albo właścicielka nie miała umiaru w ich pompowaniu (czy umiaru nie powinien mieć w takim przypadku lekarz?)? Zastanawiam się też, jak wyglądają wargi, gdy wypełniacz się wchłonie, czy one stają się wtedy sflaczałe, jak poprzebijane pęcherzyki w folii bąbelkowej? Czy jak raz powiększysz usta, to już na zawsze, jak bycie vat-owcem?
A poza tymi dręczącymi mnie w upał sprawami egzystencjalnymi (a może ja zazdroszczę, że niektórym nie spływa makijaż, bo mają go na wiele miesięcy?), to rozpływam się, topię, sapię, dyszę.
Do domu pakują się nam hurtowo pająki i nawet trudno namówić je, żeby zjadały się nawzajem. Sześcionożne potwory żyją sobie w zadziwiającej symbiozie i rządzą zwłaszcza wieczorami.
Oglądałam sobie zdjęcia znad polskiego morza i okazało się, że sprytni rodacy biegną o 5.00 rano na plażę, obstawiają parawanami im przysługujący kawałek plaży i idą dospać. Koszmar, nienawidzę morza w sezonie, pewnie i gór w sezonie bym nie lubiła, ja w ogóle mam awersję do sezonów na cokolwiek (no może poza truskawkami).
Marudna jak zawsze
Ameba