Podsumowanie tygodnia

Cieszę się, że ten tydzień się kończy i życzyłabym sobie nie mieć już nigdy takiego (ani gorszego).

  • Zacznijmy może od tego, że mamy beznadziejny firmowo-zarobkowo miesiąc, a do tego poprzedni też najlepszy nie był. Telefon milczy 🙁 dyżurów co kot napłakał, a w przyszłym miesiącu jeszcze mniej. Wiecie, na początku miesiąca to nigdy jakoś tak strasznie nie wygląda. Bo cały miesiąc przed nami, bo na pewno ktoś zadzwoni ze zleceniem, bo jakiś dodatkowy dyżur wpadnie. Potem mija pierwszy tydzień – cisza, dziesiąty dzień miesiąca – cisza, połowa miesiąca – cisza (na tym etapie zwykle zaczynam czuć chłód i motyle w  żołądku), potem mija dwudziesty i nadal cisza, a ja wpadam w histerię. No i na kanwie tego wprowadzenie dodajcie co następuje:
  • Jedyne szkolenie jakie mieliśmy zaplanowane na 24 września zostało przełożone na 1 października. No i można by zapytać o co mi chodzi. Chodzi mi o to, że na to szkolenie musimy zabrać dodatkowych 3 instruktorów. Jak już wspominałam w pogotowiu cienko, więc M do takich spraw angażuje kolegów, miło jest dać komuś zarobić. A szkolenie to miało być pierwotnie 16 września – chłopacy ustawili sobie wolne, potem firma przełożyła na 24 września – chłopacy nie dość, że 16 nie zarobili, to sobie znowu musieli kombinować, żeby 24 był dla nich wolny i znów dupa, bo szkolenie ma się odbyć 1 października. Nikt nam, a co za tym idzie i im nie zagwarantuje, że faktycznie tego 1.10. szkolenie dojdzie w końcu do skutku. My nie dość, że sami jesteśmy zawiedzeni i pokomplikowało nam to trochę,  to jeszcze czujemy się jak świnie wobec kolegów.
  • Nic nie wypaliło z szansy zmiany miejsca pracy mojego M i z szansy na nowy zawód.
  • Nie zgłosiła się klientka po wykonane podczas naszego lipcowego urlopu opracowanie statystyczne. Wyświadczyliśmy tej pani grzeczność, bo pracowała ona do końca sierpnia w Hiszpanii i poprosiła żebyśmy przechowali jej opracowanie do początku września, co pozwoli jej uniknąć mega opłat za przelew.
  • M zaatakował pacjent, że tak się wyrażę – całym organizmem, w rezultacie czego M wylądował na podłodze karetki.
  • Mnie pacjentka wystawiła do wiatru odwołując wizytę, dla której spieprzyłam nam planowany wolny dzień.
  • M rozpadła się szuflada w rękach, w rezultacie czego na podłodze wylądowało tak zwane małe agd plus aparat fotograficzny (jak na razie wszystko działa).
  • Nie wpadły dodatkowe dyżury, które były wręcz pewne z powodu nieobecności części chłopaków, którzy dzielnie dokształcają się na kursie.
  • Nie było szkolenia w zaprzyjaźnionej szkole jazdy (szkolenia, które od kilku lat odbywają się  dokładnie co 2 miesiące).
  • Podczas ostatniej wizyty u dentysty i czyszczenia wyjątkowo długich kanałów mojego Małżonka, pani stomatolog złamało się wiertło. Wiertła nie można wyciągnąć i wygląda na to, że będzie ono sobie tkwić w kanale na stałe.
  • Ha, a dzisiaj półprzytomna szykowałam M oprowiantowanie do pracy. Okazało się, że zrobiłam mu kanapki z nadpleśniałego chleba. Tak więc M wyrzucił kanapki, ja wyrzuciłam resztę chleba, a że w lodówce przeciąg, na dzień dzisiejszy do jedzenia znalazłam resztkę sałatki z kurczakiem i tabliczkę czekolady. No i tu należą się gratulacje, fanfary, konfetti i ciche przypomnienie zawodu jaki uprawiam.
Mam dość, chyba pójdę spać w oczekiwaniu na poniedziałek i nowy tydzień.

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.