Po powrocie późnym popołudniem z zakupów, Marcin postanowił dobić Florkę przed snem i zabrał ją na trzeci dziś spacer. Wychodząc powiedział – a ty się relaksuj.
Mój relaks obejmował:
- szybki prysznic, bo z tą lipcową lepkością na ciele nie sposób się relaksować;
- pościelenie wyrka;
- obranie z kocich kłaków dziecięcej kołderki;
- przygotowanie wszystkiego do kąpieli i do „pokąpieli”;
- pozmywanie naczyń;
- nakarmienie kota;
- wyprasowanie sterty ciuchów, które upchnęłam sobie tylko znanym sposobem w szafie.
Już, już chciałam opaść na fotel z gazetką, a Oni wrócili. Tym sposobem, na skutek szaleńczego tempa czynności relaksujących muszę znów iść pod prysznic.
