Zerkałam sobie przed chwilą w kalendarz, żeby sprawdzić, kiedy wypada tłusty czwartek. Wiedzę posiadłam, ale zaraz przypomniało mi się coś zabawnego. Za górami, za lasami… Jak byłam mała, byłam przekonana, że jest nie tylko taki dzień rozpusty jak tłusty czwartek, ale że istnieje cały tłusty tydzień. Analogie zostały wyciągnięte na podstawie Wielkiego Tygodnia, który jak powszechnie wiadomo zawiera w sobie i Wielki Czwartek. Żebym ja zawsze tak logicznie myślała, jak za lat szczenięcych 🙂
A teraz siedzę sobie przy różowym winku, bo się na męża zeźliłam i miałam potrzebę zamanifestowania tego i owego. Zrobiło mi się już bardzo przyjemnie, nieśpiesznie i wesoło. Na tyle wesoło, że podzielę się z Wami moim dziwnym porankiem. Otóż obudziłam się o 5:30 leżąc w łóżku wraz z córką. No i nie byłoby w tym nic dziwnego, ale obie byłyśmy przekręcone o 180 stopni w stosunku do tego jak się kładłyśmy. Nawet stopy miałam ułożone na poduszce. Poszłam spanikowana do męża (sypiającego ostatnio oddzielnie) i zapytałam co się w nocy działo, bo ja niczego nie pamiętam. Zagadka do teraz nierozwikłana, bo Marcin twierdzi, że spał i niczego nie wie.
Chciałabym oświadczyć, że jeżeli przypadkiem w nocy do kogoś dzwoniłam, pisałam, to jestem niewinna. Niczego absolutnie nie pamiętam, być może to kolejny epizod mojego somnambulizmu.
Nie pochwaliłam się, że rozwiodłam się też z mężem. Rozwiodłam się NA RAZIE firmowo i chyba dobrze mi to zrobiło. Czuję podmuch świeżego powietrza, czuję freedom and independence. Czuję też współczucie dla mojego męża, za to że mu się taki męski mózg w ciele kobiety za żonę trafił.
A skoro winko jeszcze w butelce zostało i głupawka mnie ogarnia postanawiam wysmażyć coś na wieczór, coby post w temacie tłustości zamknąć 🙂