Zadzwonił w momencie, jak wkładałam ręce (a raczej trzepaczkę rózgową) w mascarpone. Dziwna zależność, Mistrz zwykle dzwoni że jest w Bydgoszczy, gdy wyczarowuję coś słodkiego właśnie z mascarpone.
Przyszedł, zjadł prawie pół tarty z kremem advocatowym i bitą śmietaną. Załamał nade mną ręce. Stwierdził, że pod względem emocjonalnym ciągle jestem pacjentem pediatrycznym. Pozaczepiał Florcię. Jak myślał że nie patrzę, obmacał jej ciemiączko. Wychodząc stwierdził, że nie zgadza się na rozwód, że powinien nauczyć się mojego podpisu bo wtedy napisałby za mnie prośbę o przedłużenie umowy.
Na razie wygląda to tak, że korzystając z mych marnych umiejętności plastycznych to ja mogłabym zrobić mu psikusa i napisać wypowiedzenie za niego 😉
A dzisiaj czas ciągnie się jak guma do żucia, córka marudzi, nawet kasza gryczana nie poprawia mi humoru. Phhhhh