Trudny tydzień za mną. Psychicznie troszkę nie dałam rady i histeria mi się włączyła. W poniedziałek Marcin zszedł szybciej z dyżuru, a w środę ubrał się do pracy, ja w ryk, więc dobry mąż został w domu żeby to wszystko poukładać.
Głowa mi siadła z powodu niewychodzenia, brak ruchu mnie do rozpaczy doprowadza. Ale wreszcie zaczęliśmy spacery, więc nie siedzę 24 godziny na dobę w tej pieprzonej kawalerce. Jeśli tylko uda nam się uregulować zasypianie Córci, wszystko powinno zacząć toczyć się lepiej w tym nowym rodzinnym rytmie.
Co mnie zaskoczyło u 4-tygodniowego maluszka? Zaskoczyło mnie to, że nasza panienka już wymusza na nas różne sposoby niańczenia jej. Wreszcie odróżniam jej prawdziwy płacz, od manipulacyjnego wrzasku poprzedzonego udawanym kasłaniem. A myślałam, że takie numery dopiero po trzecim miesiącu się zaczną.
Mój plan na najbliższy czas – nauczyć Florcię zasypiania w łóżeczku, a nie na mnie, czy na Marcinie. Oby nas nie złamała, a że córką Pandy jest, może nie być lekko. Czy to się już walka zwana wychowywaniem zaczyna?
Chciałabym żebyśmy zawsze tak ręka w rękę szły przez życie…
