Tyle czekałam, aż w końcu dzisiaj TO zrobiłam. TO, to nic innego jak zakupy w sklepie internetowym „Szał dla plastyków”. O matko, czuję się jak przedszkolak na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Mam motyle w żołądku i nie mogę doczekać się, kiedy przyjdzie paczka. A w tej paczce będą słoje, słoiczki, tubki, pędzle, bloki, gumki, markery, podobrazia… Liczę na przypływ weny twórczej, zamówienie surowych doniczek i drewnianych skrzynek, a potem oddam się szaleństwu decoupage. Wśród tych słoiczków kryje się medium do spękań, które ponoć wymaga pędzla z włosia wołu. Oczywiście nie udało mi się go kupić, pod dostatkiem było pędzli z włosiem syntetycznym, mieszanym, wiewiórczym, ponny, sobolim, ba nawet wielbłądzim, a wołu brak. Ciekawe, czy da się do medium użyć innego pędzla, czy tez będę tego cholernego wolego włosia poszukiwać. Gdyby ktoś spotkał woła gapiącego się na malowane wrota proszę go przystrzyc troszkę, a mi kłaczory przesłać.
Może uda mi się na tym moim hobby zarobić
. Pewnie najpierw dodam moje rękodzielnicze wytwory do Marcinowego konta na Allegro, a potem może dorobię się własnego sklepiku (dla mnie Allegro odpada – nie podoba mi się za grosz, ani idea, ani właściciele, ani zasady, ani gąszcz przedmiotów, ani naciągacze sprzedający rękodzieło, które raczej jest maszynodziełem). Poza tym w oczekiwaniu na paczkę szydlę sobie na szydle, jeszcze 2 serwetki i po raz pierwszy w życiu uda mi się „wytworzyć” szydełkowy komplet 6- serwetkowy. Dojrzewam jak widać.
Kolejny szał, który nas ogarnął kilka tygodni temu to Farmerama. Najpierw zaczęli grać chłopcy z pogotowia. M się im przyglądał i kręcił głową – że czasu im nie szkoda, że dzieciaki, że to wymusza kilkukrotnego logowania się do gry na dobę, a On przecież czasu NIE MA. No i któregoś dnia Mąż mój siedzi przed komputerem i bardzo intensywnie klika myszką. No i co? No i się zalogował, ba nawet kilka poziomów pokonał. Kilka dni później i ja się dałam wciągnąć. I teraz Drodzy Państwo zaczynamy dzień od uprzątania naszych zbiorów na farmie, bo jak się będziemy obijać, krzaczory zarosną dzikie łąki naszych znajomych. A znajomi są niezbędni żeby sprawną dziką łąkę posiadać. Tym sposobem uprawiam: sałatę, pszenicę, owies, kukurydzę, słonecznik, ziemniaki, ogórki, chabry, seler, koper włoski, rabarbar, truskawki, agrest, chmiel, fasolę, marchew, siano i być może coś jeszcze, czego nie pamiętam. Oddaję się chowowi kur, kaczek, indyków, świń, krów, koni, kóz, królików, owiec. Ha nawet drzewa posiadam: śliwy, jabłonie, orzechy, grusze, pomarańcze, wiśnię, morelę. I ostatni fabrykę jaj zbudowałam, ale nie jest ona zbyt wydajna, 1 jajo na dobę mi daje.
Jednocześnie przesyłam głębokie wyrazy współczucia mojej Mamie i Braciom. Błagam, żebyście niczego w domu nie jedli, co on przyrządził, a mięsnego zwłaszcza.
Słabo mi, jak sobie o tym wczorajszym wybryku przypomnę. A może ktoś to przeczyta i go zamknie? Może czyta mojego bloga jakiś psychiatra, pracownik Sanepidu, czy innych służb weterynaryjnych lub mundurowych?