Odkurzam bloga

Tak, tak, to ja Wasza marnotrawna ameba. Żyję, tylko jakoś tak z czasem dziwnie się porobiło. Normalnie wolny czas w ostatnich 2 tygodniach jakaś wstrętna amba mi zjadła. Moje zamierające życie blogowe stało się kolejnym wyrzutem sumienia, który bardzo zresztą słusznie podsyciła Smoczyca upominając mnie sms-owo. Ale jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jakże miło przejść na kolejny etap znajomości i na własne prawe ucho usłyszeć Smoczycę :)))) I właśnie za Jej sprawą pisanie postu idzie mi jak krew z nosa. Dziabię po klawiaturze dwoma palcami, gdyż albowiem trzymam kciuki za zdającą dziś ustny egzamin Smoczycę.

 

No i telegraficzny skrót tego co się ze mną działo – po pierwsze nadrabiałam zaległości papierowe (jeszcze nie nadrobiłam), realizowałam zlecenia (ostatnie wysłaliśmy wczoraj), byłam 2 nadprogramowe razy w Olsztynie, szykowałam się do boju z władzami wydziału (na bój władzom nie starczyło chęci lub odwagi), a no i tyłam ostatnio (siedząca praca mi nie sprzyja, zdecydowanie nie!). Tym samym narobiłam sobie kolejnych pleców w naszych sklepikach, muszę się pozbyć świeżo nabytej tkanki tłuszczowej, wziąć głęboki wdech i przemyśleć strategię rozwoju naszych firemek (strategia rozwoju – czyż to nie brzmi korporacyjnie?). Mam na oku jednego producenta i kilku przedstawicieli handlowych fajnych kosmetyków. Ale tak liczyłam i wyszło i, że na wprowadzenie całego asortymentu z jednej firmy potrzebuje około 24 tysiaków :((( A poza tym gdzie miałabym to trzymać? Z dziesiątej już strony muszę przyznać z radością, że mam na koncie już kilka sprzedanych rzeczy, pomimo że w tym moim kobiecym bazarku prawie nic nie ma (asortyment jednej firmy to zdecydowanie za mało by być atrakcyjnym i konkurencyjnym ). Stąd właśnie moja potrzeba przemyślenia co dalej zrobić z tym próbnym doświadczeniem handlowym, czy inwestować w to kolejne pieniądze, ile będzie można przeznaczyć na reklamę, pozycjonowanie w google i na towar rzecz jasna. Do tego sklepik mojego M robię zupełnie od początku, bo jak przysiadłam i zobaczyłam ten burdel jakiego mój Mąż dokonał, to pokasowałam produkty i robię wszystko po swojemu. Naprawdę szacunek dla wszystkich otwierających sklepy stacjonarne, bo ryzyko i koszt zapełnienia półek towarami jest pokaźne.
Dobra, dałam dowód mego istnienia, wskoczę szybciutko do Was zobaczyć co słychać, a po południu skoczymy do mojego domu rodzinnego, bo jeszcze w tym roku nie widziałam się z najbliższymi.

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.