Parytet i równouprawnienie

Nie mogę od wczoraj słuchać tych śmiesznych dyskusji medialnych na temat sytuacji kobiet, parytetu, równouprawnienia, prawa do zabijania dzieci i tak dalej. Czy Wy – moje drogie blogowe czytelniczki, czujecie się dyskryminowane ze względu na płeć? Ja się nie czuję! Co sądzicie o wprowadzeniu parytetu wyborczego? Mnie to bawi, a wyborcze bicie piany doprowadza do mdłości. Czy ktoś zabrania/uniemożliwia kobietom start w wyborach? Chyba nie. A może kobiety mają mniejszy pociąg do polityki, czy ktoś to wziął w ogóle pod uwagę? Dlaczego przez zwolenników parytetu, jako przykład są nam stawiane kraje skandynawskie, gdzie ponoć około 60% siły politycznej stanowią kobiety? Może zgodnie z zasadą równości proporcji należałoby się zacząć zastanawiać, czy nie dyskryminuje się tam mężczyzn? Spójrzmy jeszcze na polską politykę z innej strony. Przecież kobiety w Polsce otrzymały prawa wyborcze dopiero pod koniec 1918 roku, to niecałe 100 lat temu, a kogoś dziwi, że w ławach sejmowych dziś nie zasiada 50% przedstawicielek płci pięknej? Czy umiecie wymienić drogie Panie, choć jedną rzecz, do której nie macie dostępu z racji swojej płci? Ja nie umiem. Dlaczego jednym z postulatów tak zwanych feministek jest złagodzenie polityki antyaborcyjnej? Jak się ma równouprawnienie do zabijania dzieci? Jestem w stanie zrozumieć dopuszczeniemożliwości przerwania ciąży, jeśli zagraża ona życiu kobiety. Ale innych przypadków na tą chwilę nie rozumiem. Może moja empatia gdzieś wyparowała. Przecież jeśli nie możesz, lub nie chcesz wychowywać dziecka, możesz je zostawić w szpitalu, oknie życia i jeszcze w wielu innych miejscach. Dlaczego dla niektórych lepszym rozwiązaniem jest zabicie dziecka niż oddanie? Kolejny wytaczany argument jest taki, że z tytułami profesorskimi i na kierowniczych stanowiskach jest mniej kobiet niż mężczyzn. A może ktoś chciałby się zastanowić nad różnicami pomiędzy kobietami i mężczyznami. Umysł ścisły, lepiej rozwinięte zdolności analityczne, przecież to domena mężczyzn. Poza tym to mężczyźni chętniej rywalizują i spędzają życie w pracy. Czas zrozumieć, że płeć męska i żeńska to nie to samo. Równie dobrze panowie mogliby mieć do nas pretensje, o to, że to my rodzimy dzieci. Śmieszne jest to, że politycy wmawiają nam dyskryminację, a z robionych z okazji dzisiejszego dnia badań wynika, ze kobiety wcale nie czuja się dyskryminowane. Kolejna chwytliwa kiełbasa przed wyborami?

 

Na koniec oświadczam, że czuję się przyjemnie rozpaskudzona jako kobieta. Nie dość, że mam do wszystkiego dostęp, mogę się realizować w każdej dziedzinie, mogę pracować, rodzic, karmić, głosować, uprawiać dowolny sport, to jeszcze mężczyźni wstają gdy wchodzę do pomieszczenia, mówią mi pierwsi dzień dobry, przepuszczają w drzwiach, kłaniając się zdejmują czapkę, usługują przy stole, odsuwają krzesło w restauracji, nie pozwalają nosić ciężarów… I nie robią tego, bo jestem królową, robią to bo jestem KOBIETĄ! Drogie feministki, zastanówcie się nad dyskryminacją mężczyzn w naszym kraju.
P.S. Jedynym problemem na linii kobiety-mężczyźni jaki jestem w stanie dostrzec, jest stosowanie przemocy wobec kobiet. Jednak sfrustrowane bydlaki dopuszczające się przemocy korzystają z tego, że ofiara jest przede wszystkim słabsza fizycznie, lub w jakiś sposób zależna. Więc ofiarami padają zarówno kobiety, jak i dzieci. Ciekawi mnie jak się kształtuje przemoc wobec mężczyzn w rodzinach, gdzie to kobiety pensja jest głównym źródłem utrzymania. Nie demonizujmy różnicy między naszymi płciami.

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.