Jestem chora, ja, ja ja jestem chora. Muszę to napisać, bo normalnie trudno w to uwierzyć. Żebym ja miała podwyższoną temperaturę, kaszel, chrypę i żeby z nosa mi ciekło i żeby to nie miało związku z alergią, żebym ja leki jakieś brała? Toż to pomyłka, mi się takie rzeczy nie zdarzają! Nieprzespana noc zaowocowała spaniem do południa, wyro rozgrzebane, ja snuję się w piżamie po domu, bo nie mogę się zdecydować czy wrócić do łóżka, czy też nie.
Nie cierpię takich rozlazłych dni. Marzę dziś, by stać się posiadaczką żółtozielonego kleistego kataru, bo coś takiego przynajmniej można z nosa usunąć,a nie to wodniste badziewie, które uniemożliwia mi oddychanie i jest nieusuwalne. No i żeby dopełnić nieszczęścia dodam, iż M ma oczywiście dzisiaj dobowy dyżur, a ja muszę kurować się sama 🙁
Jedynym plusem dzisiejszego dnia jest wiadomość od M: „Kochanie będziemy mieli do zrobienia opracowanie statystyczne doktoratu.”
Jedynym plusem dzisiejszego dnia jest wiadomość od M: „Kochanie będziemy mieli do zrobienia opracowanie statystyczne doktoratu.”