Jestem po naleśnikach i muszę przyznać, że wcale mi nastroju nie poprawiły. Spłukuję je właśnie zieloną herbatką. Zdążyłam też odbyć godzinną konferencję telefoniczną z moim G – Bratem, na skutek czego herbata jest teraz zimna jak dupa. Nie jest to oczywiście żadną stratą, bo gadanie z braćmi przedkładam ponad wszystko (no prawie).
Wracając jeszcze do szaroburej pogody, to poza jej dołującym wpływem, ma ona też na mnie działanie niepokojące. Wiem, że już o tym pisałam, ale podczas poniedziałkowej mglistej nocy, gdy M przez kilka godzin z dyżuru nie dawał znaku życia wnet pazury zjadłam z nerwów. Rzecz dotyczy oczywiście karetek pogotowia. Nie wiem co takiego dzieje się w tym parszywym mieście, ale żeby w 2 tygodnie aż 3 karetki miały wypadek? I to nieważne, czy dzień, czy noc, czy karetka jadąca oczywiście na sygnałach świetlnych i dźwiękowych wjeżdża na skrzyżowanie na czerwonym, czy zielonym świetle, czy inni kierowcy są trzeźwi, czy pijani, czy tak czy siak w terenie zabudowanym, gdzie ograniczenie prędkości jest do50 inni kierowcy i tak potrafią się w karetkę wpieprzyć. Nigdy nie sądziłam, że każdy wyjazd mojego M do pacjenta będzie dla niego zagrożeniem życia. Nie wiem dlaczego kierowcy zamiast ustąpić pierwszeństwa karetce jadącej na sygnałach zabawiają się w coś w rodzaju „zdążyć śmignąć przed maską karetki”. Przecież nikt dla zabawy sygnałów nie włącza, nie robi się tego po to, żeby szybciej usiąść przed telewizorem w bazie. Przecież oni śpieszą do człowieka w stanie zagrożenia zdrowia lub życia. I okazuje się, że sukcesem można nazwać bezpieczne dotarcie do pacjenta.
Pozostając wciąż w temacie, wczoraj szkoliliśmy przyszłych kierowców z pierwszej pomocy. Pod koniec szkolenia jeden z oburzonych kursantów pyta mojego M: „Czy mógłby mi Pan wyjaśnić, dlaczego np. o 2 w nocy, kiedy wszyscy śpią karetka jedzie na sygnałach?” No i ręce opadają z szelestem i nawet optymizmem nie napawa to, że reszta kursantów patrzy na pytającego jak na idiotę. Ja wiem, że nikt nie lubi, gdy coś mu sen zakłóca, ale jeśli delikwent już ma takie podejście, to jak będzie zachowywał się za kierownicą. Wszystkim wątpiącym pragnę wyjaśnić, że pojazdy uprzywilejowane włączają sygnały nawet w nocy, aby poprosić innych użytkowników drogi o pierwszeństwo i ostrzec, że jadą z taką prędkością, na jaką im warunki pozwalają. A wszystko po to, by szybciej udzielić pomocy osobom potrzebującym. I na sam koniec jeszcze jedna wiadomość. Ponoć jesteśmy jedynym krajem europejskim, gdzie karetka pogotowia nie ma bezwzględnego pierwszeństwa. Jadąc na sygnałach prosi o udzielenie jej pierwszeństwa, mniej więcej w taki sam sposób jak autobus MZK wyjeżdżający z zatoczki.
Pozostając wciąż w temacie, wczoraj szkoliliśmy przyszłych kierowców z pierwszej pomocy. Pod koniec szkolenia jeden z oburzonych kursantów pyta mojego M: „Czy mógłby mi Pan wyjaśnić, dlaczego np. o 2 w nocy, kiedy wszyscy śpią karetka jedzie na sygnałach?” No i ręce opadają z szelestem i nawet optymizmem nie napawa to, że reszta kursantów patrzy na pytającego jak na idiotę. Ja wiem, że nikt nie lubi, gdy coś mu sen zakłóca, ale jeśli delikwent już ma takie podejście, to jak będzie zachowywał się za kierownicą. Wszystkim wątpiącym pragnę wyjaśnić, że pojazdy uprzywilejowane włączają sygnały nawet w nocy, aby poprosić innych użytkowników drogi o pierwszeństwo i ostrzec, że jadą z taką prędkością, na jaką im warunki pozwalają. A wszystko po to, by szybciej udzielić pomocy osobom potrzebującym. I na sam koniec jeszcze jedna wiadomość. Ponoć jesteśmy jedynym krajem europejskim, gdzie karetka pogotowia nie ma bezwzględnego pierwszeństwa. Jadąc na sygnałach prosi o udzielenie jej pierwszeństwa, mniej więcej w taki sam sposób jak autobus MZK wyjeżdżający z zatoczki.