Jakoś tak od 2 dni mam motyle w żołądku. A zaczęło się od konieczności rozpoczęcia gromadzenia papierów „przedślubnych”. Największym dla mnie problemem są oczywiście te koszmarne nauki przedmałżeńskie. No bo człowiek swoje lata już ma, jakimś cudem udało mi się nawet dojrzeć emocjonalnie, wiedziemy życie starego, dobrego, kochającego się małżeństwa, plus bądź co bądź medyczne wykształcenie i….. I ja mam wpuszczać jakąś obcą babę do naszego łóżka? Ktoś mnie ma uczyć antykoncepcji, kiedy to ja jestem prawdopodobnie lepiej przygotowana do tematu? Nie, nie, nie!!!! Już dawno powiedziałam: „Mój śluz, moja sprawa i ewentualnie mojego ginekologa!” I mam to w nosie, że być może brzmi to dosadnie. Jednego byłam pewna, nie będę w stanie ukończyć takiego kursu. I albo ten papier załatwimy, albo o ślubie kościelnym mowy nie ma. No i dostaliśmy ostatnio od pewnej pani instrukcje, cóż tez trzeba z parafii wyciągnąć, żeby ona mogła nam te nauki odfajkować. I wiecie co? Ja dopiero teraz poczułam, że naprawdę weźmiemy ślub. Przez te wszystkie lata broniłam się rękami i nogami, a teraz w głowie mi się tak poprzestawiało, że mam normalne parcie na legalizację naszego związku. Cieszę się jak dziecko oczekujące na wymarzony prezent! Stąd właśnie pierwsze stado motyli w żołądku.
Drugie stado motyli wpuścił mi do żołądka nasz Mistrz. Zadzwonił wczoraj do mnie i okazało się, że poczynił już pewne oficjalne starania (i to na papierze), żeby nas do siebie jako pracowników ściągnąć. Proszę, co 4 dni bez nas robią z człowiekiem. I nie chodzi o to, że jestem jakiegoś szczęśliwego finału tych starań pewna. Jestem zwyczajnie rozwalona tym, że tak mu zależy na oficjalnej współpracy z nami, że chce nas z tego szamba wyrwać, że jesteśmy dla niego ważni.
I na dokładkę wczorajsze szkolenie z pierwszej pomocy, które zapowiadało się dość ciężko. Wprawdzie gardło sobie zdarłam, bo grupa duża, a sala jeszcze większa (dobre 100m kwadratowych), ale zostaliśmy na koniec nagrodzeni gromkimi oklaskami oraz masą pochwał i gratulacji. Dla takich momentów warto użerać się z trudnościami, jakie stają na drodze jednoosobowym firmom.
I na dokładkę wczorajsze szkolenie z pierwszej pomocy, które zapowiadało się dość ciężko. Wprawdzie gardło sobie zdarłam, bo grupa duża, a sala jeszcze większa (dobre 100m kwadratowych), ale zostaliśmy na koniec nagrodzeni gromkimi oklaskami oraz masą pochwał i gratulacji. Dla takich momentów warto użerać się z trudnościami, jakie stają na drodze jednoosobowym firmom.