Mój Mężczyzna w ramach reanimacji mej zdołowanej duszy wyciągnął mnie do sklepu sportowego w celu nabycia długich spodni dresowych. Przez ostatnie miesiące byłam karnie wyprowadzana na dwór, gdzie też brykałam sobie prawie codziennie około 2 godzin. Świetnie to wpływało na mój nastrój i moje kształty. No ale wiadomo – jesień, zimno, pada, mało wolnego czasu, krótki dzień, deprecha, brak odpowiednich ciuchów do brykania. Odbiło się to oczywiście zarówno na mej psyche jak i figurze.
No i wczoraj M tupnął, fuknął, stwierdził, że zarówno po ciemku, jak i w deszczu (bo ponoć z cukru nie jesteśmy) brykać można. Tylko w spodnie długie trzeba się zaopatrzyć. No i pojechaliśmy. Upatrzonych przez mojego M spodni męskich nie było, a ja za to zobaczyłam wesołe, optymistyczne i kompletnie mi niepotrzebne buciorki. Gębusia mi się roześmiała, bo buty te są absolutną odwrotnością szaroburej pogody i na dodatek nie mają 12 cm obcasów!!!!
Oczywiście miałam mały rebus, bo przed wakacjami pozwoliłam się umundurować od stóp do głów obsłudze Nike w nową na tamtą chwilę czarno – różową kolekcję. No i po pierwsze nie potrzebowałam poza spodniami niczego nowego, po drugie niebieskie buty nie pasują mi do całej reszty. Do akcji wkroczył jednak mój M, który ze stoickim spokojem wskazał na prześliczną niebieską bluzę z kapturem, spodnie długie i do kolan oraz koszulkę w niebiesko – żółte coś tam. Fajnie poczuć się czasem jak w „Pretty woman” 🙂 Nie ma już szans, żebym wykręciła się od zażywania aktywności fizycznej w tą piękną pogodę. Co tam, taką ofiarę będę w stanie znieść. Ale na wszelki wypadek, gdy M pojedzie poszukać dla siebie długich spodni puszczę go samego, lepiej na tym finansowo wyjdziemy 🙂