Ogarnia mnie niepokój i wpadam w lekki dygot finansowy. Przyczyną tego stanu są oczywiście pieniądze za nadgodziny, które jeszcze nie spłynęły. Ciągle jeszcze im się coś nie zgadza, coś trzeba zmieniać, przeliczać. A najlepsze jest to, że nie byłoby takiego cyrku, gdyby nie bardzo leniwa koleżanka z pracy. Owa koleżanka głosiła fałszywą tezę odnośnie rozpisywania nadgodzin. Mam tylko nadzieję, że robiła to z wrodzonego lenistwa, a nie złośliwości. Że też akurat w tym roku musi być zamęt, właśnie wtedy, gdy od tego uzależnione jest zdobycie swojego kawałka podłogi. Jeszcze może się okazać, że będziemy musieli oddać część ciężko wypracowanych nadgodzin komuś innemu, bo nie wypłacą ani grosza, dopóki wszystkie klocuszki nadgodzinowej układanki nie będą im się zgadzały. Krew mnie chyba zaleje, nie po to siedziałam po 14 godzin w pracy.
I jeszcze słów kilka odnośnie mojego wczorajszego zakręcenia. Byłam tak pod wrażeniem ustalania terminu i charakteru naszej ślubnej uroczystości, że po szkoleniu życzyłam naszemu zleceniodawcy miłego weekendu. Dałabym sobie łeb odciąć, że wczoraj był piątek.
A pomiędzy moim dzisiejszym bazgroleniem na blogu walczę z decoupage. Moje debiutanckie zdobienie nie wyszło. Wprawdzie udało mi się przykleić serwetkę i uzyskać spękania, ale nie mogłam ich wypełnić porporiną. Ozłociłam sobie cały wazonik. Podejrzewam, że moja niecierpliwość wzięła górę i nie dałam wyschnąć do końca lakierowi. Źle też dobrałam kolor farby i wzór serwetkowy, nie był on zbyt widoczny. Oczywiście jestem zdegustowana, bo zawsze oczekuję, że wszystko mi wyjdzie już za pierwszym razem. Czas na naukę samoakceptacji i obniżenie oczekiwań wobec swojej osoby. Jestem już zmęczona tą wieczną szarpaniną z samą sobą, tym wiecznym niezadowoleniem i karceniem siebie. Chyba nie jestem z sobą zbyt szczęśliwa.
A pomiędzy moim dzisiejszym bazgroleniem na blogu walczę z decoupage. Moje debiutanckie zdobienie nie wyszło. Wprawdzie udało mi się przykleić serwetkę i uzyskać spękania, ale nie mogłam ich wypełnić porporiną. Ozłociłam sobie cały wazonik. Podejrzewam, że moja niecierpliwość wzięła górę i nie dałam wyschnąć do końca lakierowi. Źle też dobrałam kolor farby i wzór serwetkowy, nie był on zbyt widoczny. Oczywiście jestem zdegustowana, bo zawsze oczekuję, że wszystko mi wyjdzie już za pierwszym razem. Czas na naukę samoakceptacji i obniżenie oczekiwań wobec swojej osoby. Jestem już zmęczona tą wieczną szarpaniną z samą sobą, tym wiecznym niezadowoleniem i karceniem siebie. Chyba nie jestem z sobą zbyt szczęśliwa.