Kot zabił mojego pierwszego masosolnego anioła. Postanowiłam podsuszyć me dzieło na kaloryferze, bo jeszcze tył miało mokre. Zapomniałam o biedaczce (bo anioł był płci żeńskiej) i lekkomyślnie poszłam do łazienki. Wracam, a tu widok rodem z „Teksańskiej masakry piłą motorową”. Tułów anioła pod stołem, głowa w łapach kota, nogi rozrzucone na środku pokoju i skrzydełko ułamane.
Uciekam popromować firmę w internecie, bo jakiś taki nieciekawy miesiąc mamy. Z drugiej strony zawsze końcówka roku i styczeń są nienajlepsze 🙁