- Nocleg dla gości i pary młodej ze śniadaniem: 4300zł;
- Ślubne jedzonko: 200zł/osoba;
- Wino: 35 zł/butelka;
- Dowóz gości i pary młodej do kościoła: 1300zł;
- Dekoracja kościoła (tulipany lub mini kalie): ok. 2000zł;
- Bukiet ślubny: 300zł;
- Oprawa muzyczna w kościele (śpiewacy operowi): 1000zł;
- Fotograf (zdjęcia w kościele i w plenerze dnia następnego): 2000-2500zł (100 zdjęć retuszowanych w formacie 15:21cm, album ślubny, 30 odbitek wybranego zdjęcia z podziękowaniem dla gości).
Do tych 15 tysiączków należy dodać jeszcze z 12 na suknię ślubną, garnitur, obrączki i ze 3 tys. na opłaty kościelne i jakieś zapomniane duperele. Czyli jakby nie patrzeć wychodzi bite 30 tys. A jeszcze chciałoby się jakiegoś przedślubnego tuningu kosmetycznego dla panny młodej, żeby wyglądała na pannę młodszą 🙂 Słabo mi, bo nie chodzi o zarobienie tego, ale o to, żeby tyle zarobić, by mieć małą 30 – tkę odłożoną.
Jeśli rozpatrywać sam ślub, spoko, nie ma problemu damy radę. Ale jeśli zgodnie z planami, w styczniu wpakujemy się w kredyt mieszkaniowy, wykańczanie i urządzanie mieszkania, to nie wiadomo, czy wydolimy finansowo. To co, poczekać z mieszkaniem, aby spokojnie pokonać potwora ślubnego, czy wypowiedzieć wojnę obu pożeraczom finansów i mieć nadzieję, że się je nakarmi?