Za chwilę wybuchnę, w tych cholernym erowym internecie skończył nam się limit transferu. Nie ma mowy o względnie normalnym korzystaniu z sieci. Nie mogę zrobić prawie nic, nawet wysłać maila, nie wiem jakim cudem blog mi się odpala. A że kończy nam się umowa, to zasypują nas „super atrakcyjnymi” warunkami jej przedłużenia. I żeby nas zdopingować do działania zwolnili nam transfer jeszcze bardziej. Pieprzona Era zawsze tak robi, z abonamentami telefonicznymi również. Im bliżej końca umowy tym wyższe rachunki bez zwiększenia gadulstwa telefonicznego. Rany, jak ja się brzydzę czymś takim!
M był dzisiaj w NBP, wymienił nasz bilon na „papierki”, chciałam wejść do Merlina, co by mieć prezenty świąteczno – imieninowo – urodzinowe z głowy, a tu dupa blada. Nawet strona główna Merlina mi się nie odpala, ani Wasze blogi, maila nie mogę wysłać, ba nawet emotikonki wstawić, bo się tylko jebana klepsydra kręci.
M podjął decyzję – ślub priorytetem, aczkolwiek ja mam zamiar na głowie stanąć, by z planów mieszkaniowych nie rezygnować. Mogę nawet nie jeść, grunt żebym miała kawę, wodę mineralną z cytryną i kosmetyki 🙂
M podjął decyzję – ślub priorytetem, aczkolwiek ja mam zamiar na głowie stanąć, by z planów mieszkaniowych nie rezygnować. Mogę nawet nie jeść, grunt żebym miała kawę, wodę mineralną z cytryną i kosmetyki 🙂