Pomału świątecznie wokół się robi. Na klatce schodowej unosi się zapach pierniczków, w urzędach, zakładach pracy, sklepach stoją choinki, dziewczyny tworzą takie piękne rzeczy. A ja nie mam odpowiedniej ilości materiałów, pomysłu, znów straciłam sprzed oczu sens, znów czuję się pusta w środku i zmęczona.
Tak czekam na święta w naszych czterech kątach, na samodzielnie przygotowywaną kolację wigilijną dla najbliższej rodziny składającej się poza M z jakiejś malutkiej istotki.
Znów mi smutno, znów czuję się jakby nic mnie już w życiu nie czekało.
Tak dzielnie udawałam przed samą sobą, że szybciutko pogodziłam się z mniejszymi pieniędzmi za nadgodziny, z nieprzyznaniem nam stypendium doktoranckiego. A tak naprawdę w gruzach legło domino, które sobie w główce ułożyłam.
Znów mam wrażenie, że czas ucieka, życie się kończy, a ja niczego nie osiągnęłam, nic nie zrobiłam, nawet się nie rozmnożyłam.
Znów mi smutno, znów czuję się jakby nic mnie już w życiu nie czekało.
Tak dzielnie udawałam przed samą sobą, że szybciutko pogodziłam się z mniejszymi pieniędzmi za nadgodziny, z nieprzyznaniem nam stypendium doktoranckiego. A tak naprawdę w gruzach legło domino, które sobie w główce ułożyłam.
Znów mam wrażenie, że czas ucieka, życie się kończy, a ja niczego nie osiągnęłam, nic nie zrobiłam, nawet się nie rozmnożyłam.