Zajob i krewetki

Co mieliście dzisiaj na śniadanie? Bo ja miałam krewetki z surówką hi hi. Wczoraj o północy je grzecznie zamarynowałam i dzisiaj rach ciach na patelnię i gotowe. Pozwólcie, że od razu rozwieję wątpliwości – nie jestem w ciąży (chyba), nie jadamy tak na co dzień i nie zwariowaliśmy. A może jednak zwariowaliśmy, bo jak można pracować w taki sposób? Takie a nie inne śniadanie zostało wymuszone przez nasz porąbany dzień roboczy. Otóż M wrócił z doby po 8 rano, w południe na zajęcia tu na miejscu, a potem do oddziału pozamiejscowego śmigamy. Powrót planujemy na 21.30. Stwierdziłam, że całkiem niegłupio zjeść przed pracą coś ciepłego i niesłodkiego. Ale, ale, najlepsze jeszcze przed nami i wami-czytelnikami. Otóż jutro gnamy na 7 do Olsztyna na zajęcia, więc pobudka o 1.00, wyjazd o 2.00 w nocy i modlitwa żeby śnieżycy nie było. Wracamy wieczorem tego samego dnia, a w niedzielę M znów leci na dobę. Jak długo można tak uciągnąć? Gdzie tu dzieci planować, skoro na razie potencjalny ojciec by ich za często nie widywał? Dlaczego taka harówka na odpowiednie zarobki się nie przekłada, tylko ciągle kwitniemy w wynajętych 25 metrach?

No to do niedzieli, bo wcześniej raczej nie dam rady zajrzeć, pa pa!

 

A i mój brat Grześ dzisiaj ma studniówkę – się baw ile wlezie i bezpiecznie do domu wracaj!

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.