I love Hel

Jak zamieszczałam mój poranny niedzielny post, to jeszcze nie wiedziałam, że za 30 minut M wpakuje mnie w samochód i pomkniemy nad morze. Cudowna niespodzianka, cudowna niedziela 🙂

Hel

Nasz kilkugodzinny wypad nad morze rozpoczęliśmy od wizyty w porcie.

Hel - port

Następnym punktem programu okazał się halibut (ja) oraz flądra (Marcin) w restauracji Checz. Wspaniale było wygrzewać się na słońcu i w towarzystwie rybki bezkarnie gapić na niedzielnie odpicowanych mieszkańców Helu.

Hel - bratki w restauracji CheczZ pełnym żołądkiem Ameba czujnym okiem zlustrowała okolicę.

Ameba

Z przyjemnością poobserwowaliśmy sobie budzące się do życia knajpki, czy będą gotowe na majowy długi weekend?

Hel - IzdebkaKnajpki może i będą gotowe, ale czy turyści do nich dotrą? Cały Hel wygląda jak po wybuchu bomby, wszędzie zdarta nawierzchnia, wszędzie rozkopane ulice. Kto wpadł na pomysł by kładąc nową kanalizację sparaliżować ruch w miasteczku?

Zwijają Hel z powierzchni Polski?

Wykręcając sobie nogi i czekając na karmienie fok, zajrzeliśmy do Franciszkanów.

Hel - FranciszkanieNo i mój ulubiony punkt programu – fokarium. W tym roku w helskim fokarium narodziły się 3 maluchy – same chłopaki! Niestety nie wiem którą z fok uwieczniłam na zdjęciu, ale za to wiem, której nie uwieczniłam 🙂 Nie jest to Bubas 🙂

Hel - fokariumPo wizycie w fokarium poszliśmy sobie na cypel, rozkoszować się przestrzenią, błękitnym niebem, piaskiem, szumem morza.

Ptasiekoraz brakiem ludzi!

Hel - okolice cypla

No i wspomnę, że woda jest jeszcze zimna jak lód, nie zażyłam więc kąpieli 🙂

Ameba 

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.