Dialogi z Mistrzem odc.22

Dopiero przed chwilą po raz pierwszy od wtorku włączyłam komputer, nie przywykłam do takich przerw, ale jakoś tak się ułożyło.

Dzisiejszy post powinien raczej mieć tytuł – „Umówić się z moim Szefem – wrażenia niezapomniane.” Skoro jednak Profesor zasłużył sobie na osobny cykl na moim blogu, utrzymam wpis w znanej Wam konwencji.

Zacznijmy może od tego, że jakieś 2 tygodnie temu Mistrz zapowiedział przyjazd do Bydgoszczy, a ja obiecałam mu sernik. No i faktycznie przyjechał, zameldował się, z moim M widział się w szpitalu, no i oznajmił, że wpadnie do nas na chwilę. Sernik wyszedł wręcz popisowy, a ja siedzę i czekam. Mija południe, mija popołudnie, M wraca z pracy (godz.19) więc razem siedzimy na kanapie i dalej czekamy. Wyjaśnię teraz Drogim Czytelnikom, że nagabywanie Mistrza telefonami, czy SMSami w stylu „a kiedy?” jest kompletnie nieskuteczne. Bo po pierwsze ich nie odbiera, a na SMSy nie odpisuje, oduczyłam się więc tego kompletnie. Od 20-tej zaczęłam tracić równowagę i coś w środku zaczęło mi się gotować. No bo ani wziąć się za cokolwiek, ani wyjść, normalnie kozia dupa. O 22.05 byłam już taka wściekła, że M wsadził mnie w samochód i wywiózł w celu odbarczenia energetycznego. Po powrocie odczytaliśmy SMSa nadanego o 22:25 „Chyba Państwo śpicie, a taką miałem ochotę na sernik. Myślałem, że jesteśmy umówieni”. Czasami nachodzi mnie hamletowskie – zabić go albo nie zabić, oto jest pytanie…

Następnego dnia postanowiłam sobie ulżyć i napisałam z pretensją, że czas aby nauczył się normalnie komunikować z ludźmi. Że mógł napisać po której godzinie będzie dyspozycyjny, że nie czekałabym jak idiotka, bla, bla, bla. W odpowiedzi dowiedziałam się, że Szef nie sądził, że czekałam, że myślał iż po prostu jestem w domu i że to przecież normalna pora odwiedzin u nas. No i wszystko byłoby ok, ale Mistrz wdał się w SMSową korespondencję z M. Napisał że mu przykro, że M miał wczoraj ciężki wieczór i że jest pełen podziwu, że mój Mąż sobie ze mną radzi. Wyobrażacie sobie? Nie było mu przykro, że sparaliżował mi cały dzień, a następnie nasz wspólny wieczór. Tylko zrobił ze mnie wariatkę, która wytrącona z równowagi jego nieprzychodzeniem na pewno zrobiła mężowi piekło. Zamilkłam więc obrażona na 2 tygodnie.

A w tym tygodniu mieliśmy się spotkać w Olsztynie w nasz święty czwartek. Dzwonię więc w ŚRODĘ do Szefa z pytaniem, czy będzie nazajutrz w Olsztynie i od której będzie miał dla nas czas. Mistrz informuje mnie, żebyśmy nie jechali, że będzie on JUTRO w Bydgoszczy i że przyjdzie do nas po 20-tej. M wrócił z środowego dyżuru troszkę szybciej, pojechaliśmy sobie do lasu, po drodze ustalając jakim wypiekiem dogodzimy jutro Szefowi. Godzina 19:43 dostaję SMSa:

Mistrz: Niestety kelner i kucharz się lenią, a ja dałem się wpuścić w karmienie dzieci. Myślę, że pól godziny do 40 minut będę spóźniony.

Ja: Pomylił Pan kobiety, ale dobrze wiedzieć na przyszłość, że orientuje się Pan w czasoprzestrzeni i że istnieję panie, których czas Pan szanuje. Smacznego!

Mistrz: Przepraszam, nie byliśmy umówieni na dwudziestą? To nie z panią rozmawiałem?

Ja: Umawialiśmy sie na jutro.

Mistrz: Pomyliła pani mężczyzn, umawialiśmy się na dziś 🙂

No i co? Zrobiliśmy natychmiastowy odwrót z lasu, wpadliśmy do sklepu po ingrediencje niezbędne do wyczarowania tarty z malinami no i przyjęliśmy gościa, który i tak przyszedł o 21:30! Dowiedziałam się jeszcze, że dokonałam nadinterpretacji, że zgoda, mówił, że będzie w Bydgoszczy jutro, ale to nie znaczy, że nie ma go dzisiaj!

Czy jeżeli w końcu go ukatrupię, ktoś podejmie się mojej obrony?

A co w tematach niezwiązanych z Mistrzem? Wczoraj złożyliśmy PIT i dopłaciliśmy skarbówce równowartość naszej pensji olsztyńskiej 🙁 Wygląda na to, ze zaczyna się gorący okres opracowań statystycznych, bo magistranci jak Polska długa i szeroka dopieszczają swoje prace.

Poza tym moja głowa wypełniona jest planami na długi weekend, który zaczyna nam się już dzisiaj, a kończy z małą przerwą w przyszłą niedzielę (M idzie do pracy tylko w przyszłą środę). Cieszę się na ten czas poświęcony tylko nam, przyrodzie i naszym firmom. Do poniedziałku 7 maja powinniśmy wstawić na naszą stronę 16 szkoleń online dla ratowników, ciekawe czy się wyrobimy! Planujemy też wypad w Bory Tucholskie i muszę jeszcze jakieś fajne miejsca w okolicy znaleźć, bo nasz Myślęcinek gdzie zwykle się relaksujemy, w zwykłe i niezwykle weekendy wypełnia się tabunami ludzi, w tym pań sunących na obcasach pomiędzy rowerzystami, wyjącą muzyką, grillowaniem, watą cukrową, sceną muzyczną i kabaretową. Więc nasze pobliskie centrum sportu i relaksu na łonie natury w weekendy przestaje istnieć. Planuję też nic a nic nie gotować i nie piec. Jednym słowem urlop od garów! Wy też żyjecie majówką?

I na koniec ślimak, co by nie było, że Ameba pod nogi nie patrzy:

Ślimak

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.