Rogaliki drożdżowe są dzisiaj mym zaklęciem na udany długi weekend. A że jest ich ze 40, łudzę się że weekendowy czas będzie nam wolno płynął. Nie było mnie czas jakiś w blogowym światku, ale… Ale wszystko przez to, że śpię. Tak śpię, jakby to był pierwszy trymestr. Przespałam weekend po Olsztynie, a nawet 2 ostatnie dni. Nie mogę nad tym zapanować Może ja śpię na zapas co?
Składniki na rogaliki:
Wymieńmy szybciutko: 100g drożdży, 1 kg mąki + trochę na podsypanie, 500g masła (jeśli zamierzacie upiec drożdżowe rogaliki według tego przepisu, nie psujcie ich margaryną, czy innymi miksami), 4 jaja, 3 łyżki cukru (oczywiście może być biały, ja miałam w szufladzie tylko brązowy, więc taki dałam), 250ml mleka, szczypta soli, nadzienie (u mnie: Nutella, powidła by Mama Pandy, konfitura morelowa – wszystko w ilości zwielokrotnionej w stosunku do tego, co na zdjęciu widać), cukier puder do zrobienia lukru.
Rogaliki krok po kroku:
Drożdże kruszymy w dużej misce i zasypujemy je 3 łyżkami cukru oraz szczyptą soli. W czasie gdy się rozpuszczają podgrzewamy mleko. Ciepłe mleko wlewamy do rozpuszczonych drożdży, dodajemy mniej więcej szklankę mąki (tyle by ciasto zyskało konsystencję gęstniejącej śmietany) i zostawiamy sobie to w cieple, żeby podrosło. Nasz zaawansowany rozczyn na rogaliki powinien wyglądać tak:
Gdy nam to wstępne ciasto wyrasta, topimy w garnuszku nasze masełko i zostawiamy do przestygnięcia. Następnie dodajemy je do wyrastającego ciasta, dosypujemy mąkę żeby tłuszczyk nam się związał. Następnie wbijamy jaja w całości i znów dodajemy mąkę wyrabiając ciasto. Do ciasta na rogaliki z proporcji, które podałam wrabiam zwykle jakieś 850-900g mąki, reszta zostaje na podsypanie przy wałkowaniu i ewentualną korektę konsystencji już po schłodzeniu ciasta.No, gdy ciasto mamy już wyrobione, przykrywamy i schładzamy (ok. 1-2h) w lodówce, na balkonie, albo przekładamy do szczelnego woreczka, zawiązujemy i schładzamy w zimnej wodzie. Gdy mi się bardzo śpieszy, wkładam ciasto do zamrażarki na jakieś pół godziny. Ciasto się chłodzi, a my możemy chwilę odsapnąć przed dalszymi zmaganiami, albo odkurzyć mieszkanko co dziś sama praktykowałam 🙂
Schłodzone ciasto wyjmujemy z miski, sypiemy trochę mąki na stół/stolnicę/blat i korygujemy konsystencję. Ciasto na rogaliki drożdżowe powinno być elastyczne, ale nie może kleić się do rąk ani podłoża:
Bez tradycyjnego wałka i radełka nie wyobrażam sobie przygotowywania rogalików 🙂
Ciasto dzielimy na 4 części, 3 z nich odkładamy, a tą czwartą rozwałkowujemy i dzielimy na trójkąty:
Następnie bliżej szerszej części trójkąta, zdaje się że zwanej podstawą układamy łyżeczkę wybranego nadzienia (uwielbiam też rogaliki z makiem, a także z twarożkiem):
No i zabieramy się za zawijanie:
Najpierw zakładamy podstawę trójkąta na wierzch i przykrywamy nadzienie, a następnie palcami uciskamy ciasto wokół nadzienia – mniejsza szansa że nam wypłynie podczas pieczenia 🙂 Dalej już jest łatwo:
Staramy się zrobić tak, żeby wierzchołek naszego drożdżowego trójkąta znalazł się pod spodem, rogaliki nie otworzą się nam w czasie pieczenia. Rogalikowym debiutantom polecam nadzienie z maku, twarożku, Nutelli – łatwiej je okiełznać. Jeśli komuś zamiast pierwszego rogalika wyszedł krzywulec – uszy do góry. Przy tej porcji ciasta będziecie mieli jeszcze ze 40 kolejnych prób, a poza tym krzywulce nie wychodzą tylko tym, którzy za rogaliki się nie biorą. Ja jestem weteranką rogalikową, a i moje rogaliki są dalekie od ideału:
W trakcie walki o idealny kształt rogalików rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni, wykładamy blaszki papierem pergaminowym i układamy na nie zawinięte rogaliki. Pamiętajcie o odstępach miedzy nimi, bo ciasto pięknie Wam wyrośnie w piekarniku. Pieczemy do uzyskania złotego koloru. A po upieczeniu przygotowujemy lukier, bo rogaliki lubią lukier 🙂
Skoro Wasz wypiek jest już lukrowany, czas na wstawienie kawki w ekspresie i wrzucenie swego rogalikowego dzieła na bloga 🙂
Ponieważ rogaliki mnie wykończyły, grzecznie melduję, że idę ODŁOŻYĆ syna, który wczoraj okazał się córką oraz swój kręgosłup na tapczan. Nie ma pożytku z ameby z Bolącymi plecami i nie ma sensu DENERWOWAĆ amebiątka, bo ono wszakże dzieckiem pandy jest i może to się źle dla mnie SKOŃCZYĆ. Po co KONFRONTOWAĆ takie dwa żywioły 🙂










