Czytamy. Czytamy każdy sobie, czytamy sobie nawzajem, czytamy dziecku. Mając już dość Brzechwy i Tuwima, których z pamięci cytuję Florce. Nie darząc sympatią chłopca, który zaprzyjaźnił się z nocnikiem, czy kuriozalnego prosiaczka, który zjadł KOTLETA, podczas ostatniej wizyty w Empiku wrzuciłam do koszyka to:
Książki te kupiłam w bardzo świadomy sposób – były na torze mojego lotu przez Empik i okładka kojarzyła mi się z lekturą dla dzieci 🙂 Dopiero w samochodzie zerknęłam na mój zakup, zerknęłam na autora i jęknęłam. Kolejny pracownik TVNu napisał książkę bleeee. Do tego przeczytałam hymny pochwalne na odwrocie książki, skomponowane między innymi przez Marcina Prokopa i Roberta Kozyrę, wyrwało mi się ironiczne i przeciągłe taaaaak.
No trudno, w myśl zasady, że towar macany należy do macanta, a macany i zapłacony to już na mur beton, postanowiłam książkę przeczytać, żeby wiedzieć czy zniosę czytanie jej na głos dziecku. Poza tym obie z córką lubimy Agnieszkę Chylińską, a naszą piosenką ciążową była wykrzykiwana przeze mnie i wykopywana przez Florkę „Rośnie we mnie gniew” (polecam przy skokach hormonalnych).
Wracając do książki, pierwsze cztery rozdziały przeczytałam bez fajerwerków, ale z przekornym skandowaniem mej duszy – daj jej szansę, daj jej szansę. Po czwartym rozdziale zaskoczyło – delikatny uśmiech na twarzy, klucha w gardle, odmówienie wykonania jakichkolwiek czynności domowych – bo ja przecież MUSZĘ skończyć czytać.
Dla mnie jest to fajna opowieść o świecie widzianym oczami dziecka, bardzo wrażliwego dziecka. Jest przypomnieniem o tym, że jesteśmy różnorodni i mamy prawo do tej swojej inności oraz do poszanowania jej przez innych. Książka dla wszystkich dorosłych i dla trochę starszych dzieci.