Życie pisze dziwne scenariusze

Życie pisze dziwne scenariusze

życie pisze

Do wpisu zabierałam się od dobrych trzech tygodni. Tylko, że trzy tygodnie temu to byłby zupełnie inny tekst. Żeby sobie przypomnieć, co chciałam napisać, musiałabym sięgnąć do mojego magicznego zeszyciku, w którym przy niesprzyjających warunkach fragmenty wpisów powstają.

Miało być coś o dziewczynkach, coś o wyborach, jakiś dialog z Florką, kilka słów o pewnej książce oraz pewnym filmie. Obowiązkowy fragment z dobrze znanej i zdartej już płyty – nie mogę siebie odnaleźć, obumieram, bla bla bla.

A będzie zupełnie o czymś innym. Będzie o tym, jak prawie 2 tygodnie temu odebrałam wieczorem telefon od brata, który zdenerwowany powiedział, że ich ojca potrącił samochód na przejściu dla pieszych. Po 20 minutach od tego telefonu wiedziałam już, że nie tyle potrącił, co roztrzaskał.

I tak kręcą się obok dwa światy. Jeden, pełen dziecięcego jazgotu, przedszkolnych piosenek, dzikiego czworakowania po mieszkaniu. Drugi, niby cichy, a złowieszczy świat intensywnej terapii. Wypełniony posapywaniem respiratora, pikaniem urządzeń monitorujących.

Jestem gdzieś pomiędzy nimi. Niby bawię się z dziećmi i pękam ze śmiechu, ale pół mnie jak zamrożone ciągle zerka na zegarek i ma wrażenie jakby czas stał w miejscu.

Do tego jakże bolesne zderzenie ze służbą zdrowia, zderzenie rodziny ze stalowym potworem obojętności. Lekarze, którzy traktują rodzinę, jak upierdliwą muchę. Ich odpowiedzi na pytania są rozkładające, czuję się traktowana jakbym intelektualnie była na poziomie rozwoju dżdżownicy. A poza tym smutny wniosek – nie za bardzo są zorientowani w stanie pacjenta. Przychodzą sobie na dyżur i skupiają się na jednym – żeby tylko pacjent nie zszedł na ich zmianie. To, jaki jest stan w odniesieniu do doby wczorajszej, czy przedwczorajszej – zagadka. Przecież wtedy dyżur miał ktoś inny.

Gdyby nie znajomi z personelu średniego stopnia, nie wiedzielibyśmy zbyt wiele. Szczęście,w  tym całym nieszczęściu jest takie, że ojczym leży na oddziale, na którym pracował Marcin. Lekarz mówi do mamy przez telefon – stan jest bez zmian. Dzięki starym kontaktom, mój mąż wie za chwilę – jakie leki, jakie dawki, jakie ciśnienie, jakie reakcje, jakie ustawienia respiratora, oddzwania do mamy i opowiada co się zmieniło.

Dzień przed wypadkiem byłam z ojczymem na spacerze. Poszliśmy na cmentarz. Mówił, że chce być skremowany, pokazywał gdzie chce być pochowany. Ja próbując obrócić wszystko trochę w żart dopytywałam o kremację. Pytałam, czy jest świadomy, że to nie tylko spalenie, ale i zmielenie szczątków. I czy na pewno jest zainteresowany. Jakoś tak mnie zbył, chyba nie słuchał.

Tak więc Benedykcie, uważam, że co do tego zmielenia, to nie jesteśmy do końca dogadani. No i wypada tę kwestię wyjaśnić. A żeby ją wyjaśnić, musisz się z tej pieprzonej śpiączki wybudzić. Nie sądziłam, że będzie mi kiedyś brakowało, tak irytującego mnie Twojego mlaskania, sapania. Że korzystając z tego, że przez chwilę, nikogo poza dziewczynkami nie było w domu, otworzę szafę z Twoimi rzeczami. Chciałam poczuć Twój zapach, ten prawdziwy – domowy. Patrząc na nasze relacje, które wyprostowały się gdzieś dopiero 4 lata temu, nie myślałam że będzie mnie to teraz tyle kosztować.

Niestety, według mnie happy endy zdarzają się w kiepskich filmach, w życiu nie bardzo.

Ameba

 

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.