Jeszcze żyję. Wprawdzie ostatnie 2 dni to był obóz przetrwania, ale daliśmy radę. No bo tak: żar leje się z nieba, powietrze ani drgnie, a my przyklejeni przez 2 dni do komputera wklepywaliśmy ankiety pewnych magistrantek. A że ankiet w sumie było 600, w zaistniałych warunkach atmosferycznych była to katorga. W ramach poprawin, dzisiaj czeka mnie rozliczenie zeszłego miesiąca w naszych firemkach.
Czy ktoś ma jakieś pomysły na obiady dostosowane do tego, co dzieje się za oknem??? No bo ile mogę karmić M kalafiorem i fasolką? Wprawdzie szanowny małżonek się nie skarży, ale mnie wyrzuty sumienia dopadają i strach przed rozwodem oblatuje 😉
Spadam, bo ostatnimi czasy tak się w klawiaturę naklikałam, że mnie nadgarstki i palce bolą.